sierpnia 04, 2017

Podróż do Chin, podróż do życia...

Podróż do Chin, podróż do życia...
Joanna Miszczuk
"Nefrytowa szpilka"


Książka o życiu, poszukiwaniu sensu, rodziny i siebie. O porażkach, szansach i przyszłości. I oczywiście o Chinach. Świecie tak obcym dla nas, o kulturze, historii Chin na ogół wiemy niewiele. Może czytając "Nefrytową szpilkę", ktoś postanowi pogłębić wiedzę, na temat tego ogromnego państwa i niezwykłych ludzi. 

Wracając do początków historii. Melania "Mel" od najmłodszych lat miała plan na życie. Będzie kimś, pilnie się uczy i nie przejmuje się docinkami. Wychowywana tylko przez matkę, próbuje ją odciążyć i sama dorabia udzielając korepetycje. Jednak w szkole średniej mimo szczegółowego planu, postanawia zmienić swój wizerunek, by ułatwić sobie życie. Ale nieodpowiednie towarzystwo trochę utrudnia sprawę. Nadchodzi czas studiów i czas precyzyjnego wyboru ścieżki własnej kariery. Tutaj na decyzji zaważa spotkanie z ojcem, który po raz kolejny wyparł się własnego dziecka. Postanawia mu udowodnić, że jest świetna, a nawet lepsza od niego. Wybiera Historię Sztuki (jak ojciec), specjalizując się w historii Chin. 

Każdy kto studiował wie, że to nie bajka i trzeba się napracować na oceny, dobrać odpowiednie praktyki itd. I w okresie wakacyjnym dorobić się tak, aby wystarczyło na następny rok akademicki. Mel pracowała i poznając nowych ludzi powoli otwierała kolejne drzwi do swojej kariery. Znalazła nawet miłość swojego życia, Tana. I straciła go. Po dekadzie, w środku nocy dzwoni telefon i słyszy "Mel Lan", tylko jedna osoba ją tak nazywała. Tylko jedna osoba mogła znów przewrócić jej życie do góry nogami. Czy Mel odważy się jeszcze raz zaryzykować w imię miłości? 

Podróż przez życie Mel i Tana, to podróż po historii Chin (za sprawą pamiętnika Nije Ke Xin, kochanki cesarza Chin z początków XX wieku), to podróż po życie i szczęście, którego tak naprawdę pragnie każde z nas. Czyta się niezwykle przyjemnie, momentami odnosiłam wrażenie, że razem z bohaterami przemierzam chińskie uliczki. 

lipca 28, 2017

Coś zamiast książki

Coś zamiast książki

Nie samymi książkami człowiek żyje, czasem trzeba uruchomić komputer/telewizor i zobaczyć jakiś film. Nigdy nie mogę znaleźć nic dla siebie w telewizji, a teraz w dodatku są wakacje, więc powtórki wszędzie, to przeszukujemy internet. Obecnie pomocny bywa Netflix z dość dużą pulą filmów i seriali. Dzisiaj o kilku filmach, z którymi miałam przyjemność ostatnimi czasy.



Dość głośno ostatnio o tym filmie. A o samej tematyce zaburzeń żywieniowych i innych, możemy czytać, oglądać do woli. Nie ma w tym nic zabawnego, gdyż świadczy to o potrzebie, o problemie, który stale rośnie. Ile osób walcząc o dobrą sylwetkę, w pewnym momencie się gubi i przekracza granicę bezpieczeństwa. Oczywiście motywacje są różne, leczenie jednym pomaga, innym niekoniecznie. I myślę, że film dobrze ukazuje skalę problemu - nie liczy się wiek, każdy może się z tym zmagać. Nie liczy się płeć, a zaburzenia żywieniowe to nie tylko anoreksja. Mimo iż śledzimy losy głównej bohaterki, widzimy jej bliskich, znajomych z ośrodka i ich problemy. Jak często wszystko mocno się wiąże i ile ukrywamy przed światem. Film nie jest terapią, może jedynie nam zasugerować, że gdzieś jest problem i że zawsze można z nim walczyć.


"The girl like her" również porusza problemy głównie nastolatek, chociaż myślę, że dorośli potrafią być wobec siebie równie bezlitośni. Mamy do czynienia z dziewczynami, które kiedyś były przyjaciółkami, później jedna została ofiarą, druga oprawcą. Poznajemy ich historię z dwóch perspektyw: ofiary i oprawcy. Problem znany wszystkim oczywiście, różnie rozwiązywany. W tym filmie mamy dziennikarkę, która stwierdziła, że nie ocenia, chce poznać życie nastolatek. Nasza popularna dziewczyna dostaje kamerę i ma przez pewien czas filmować swoje codzienne życie. Poznajemy życie obu dziewczyn i tak naprawdę zastanawiamy się czy mogłoby być inaczej? Okazuje się że wsparcie czasem nie wystarczy, a oczekiwania rodziców potrafią złamać młodego człowieka. Twórcy pozostawiają sprawę otwartą, jeśli chodzi o ocenę dziewczyn, sam widz ma zdecydować kto jest prawdziwym oprawcą i kim są ofiary. 


Teraz trochę muzyki i tańca. Mamy utalentowane grupy taneczne i dwójkę młodych ludzi, których drogi w dzieciństwie się rozeszły. Każdy ma talent, ale taniec to biznes, dosyć lukratywny i jeśli w niego inwestujemy to wymagamy rezultatów. A jeśli jest się bogatym snobem to już w ogóle. W tym świecie po latach spotykają się nasi bohaterowie, walcząc ze swoimi uczuciami, żalami i marzeniami. Film ogląda się przyjemnie, jest zrobiony na podstawowym szablonie, ale sceny tańca... Od nich już trudniej oderwać wzrok. W sam raz na miłe popołudnie.



Nie zliczę ile razy już go oglądałam i nadal chętnie do niego wracam. Czemu? Bo to urocze jak mężczyzna próbuje wytłumaczyć własnemu dziecku jak życie może się ułożyć. I mimo rozwodu, rodzice mogą ze sobą normalnie rozmawiać. I że miłość nie jedno ma imię. Chociaż z drugiej strony nie wiem czy chciałabym poznać wszystkie dziewczyny mojego taty, ani czy opowiadać o tym własnemu dziecku... Punkt za odwagę!  Pewnie większość z was zna ten film, to i tak powiem warto go obejrzeć. 


Ostatni na placu boju. Sparksa wszyscy znają, a oto ekranizacja "Wyboru". Nie wiem czy film bardziej mnie bawił czy wzruszał, ale urzekł mnie wyborem właśnie. Bo każdy wybór prowadzi do kolejnego i od nas zależy jakie decyzje podejmujemy. To my z nimi będziemy żyć. I tak jak na samym początku bohaterowie działali sobie na nerwy, tak im zostało. I ten wątek pojawił się w przysiędze ślubnej "denerwuj mnie do końca życia", bo tak wygląda życie z osobą którą kochamy. Nie zawsze jest idealnie, ale bez niej jest jeszcze gorzej. Już pomijam dialogi, które mnie rozwalały na łopatki, ale każdy to pewnie zna z autopsji (pewnie niejedna wasza rozmowa nadałaby się do filmu). Muszę w końcu dorwać książkę, ale niestety w bibliotekach mamy za mało egzemplarzy albo ludzie zaczęli czytać, zawyżając naszą zeszłoroczną średnią.

Może macie jakieś swoje propozycje?? 

lipca 24, 2017

Niebieskooka Bandytka

Niebieskooka Bandytka
Alwyn Hamilton
"Buntowniczka z pustyni"


Wyjątkowo tę książkę rozpoczęłam czytać od podziękowań i dedykacji, które mnie ujęły. Były piękne i bardzo osobiste. Zachęcona takim początkiem, zabrałam się za historię Amani i Jina.

Bezczelna, krnąbrna, pełna życia i ryzyka - tak można krótko scharakteryzować Amani. Patrząc na nią widzimy jej niebieskie oczy, wyróżniające się wśród mieszkańców Dustwack, gdzie wszyscy mają ciemne oczy i włosy. Taka ich natura, ludzi pustyni. Amani domyśla się, ze dlatego ojczym jej nie lubił i tak traktował swoją żonę. Jednakże swoje domysły zachowała dla siebie. Całe swoje życie marzy o tym by opuścić miasteczko, w którym mieszka i poznać cały świat, a raczej Izman. Miasto o którym tyle opowiadała jej matka, gdzie miała mieć możliwość spełnienia marzeń i szansę na lepszą przyszłość. Po śmierci rodziców dla Amani był to cel nadrzędny. Zbierała pieniądze i planowała ucieczkę. I gdy już wszystko było zaplanowane, okazało się, że życie przygotowało jej zupełnie inny scenariusz.

Dzięki świetnym umiejętnościom strzelania (sposób na zebranie kasy) pakuje się w tarapaty, a przy okazji poznaje Jina, cudzoziemca, z którym losy połączą się na dłużej, choć uwierzcie mi starała się go pozbyć. Dalej akcja toczy się równie szybko. Poznajemy niesamowity świat pustyni, ludzi, ich zasady i prawa obowiązujące podczas przepraw przez pustynię. A także Pierwotne Stworzenia, które są fundamentem wierzeń i świata pustynnego. 

Autorka przedstawia niezwykły i często brutalny świat ludzi pustyni. Walkę o życie, władzę, ludzi i wartości. Nawet na chwilę nie pozwala czytelnikowi na nudę, tylko stawia przed nim nowe wyzwania, nowych bohaterów książki. I mimo iż są nietuzinkowi i według utartych schematów dobrzy albo źli, to okazuje się, iż autorka tutaj nam nie ułatwia sprawy. Każdy bohater jest niezbędny, posiada coś co uzupełnia resztę. Zresztą ciekawie się robi wówczas, gdy nie możemy doczekać się kolejnej strony, sceny, książki! I myślę, iż ten efekt autorka uzyskała. Zapraszam do świata Buntowniczki z pustyni.

lipca 15, 2017

Zapisując wspomnienia...

Zapisując wspomnienia...
Michelle Paver
"Cienie w mroku"


Gdy bardzo czegoś chcemy nie zważamy na ostrzeżenia, czy sugestie. Jack, Algie, Teddy, Gus i Hugo mieli plan, chcieli coś osiągnąć i zyskać trochę sławy. Wyruszając na daleką północ, na roczną wyprawę na Spitsbergen, chcą udowodnić swoją wiedzę, męstwo. Każdy z nich jest zupełnie inny, są sklejką różnych osobowości, ale wierzą w sukces wyprawy. Jednakże do zatoczki Gruhunken docierają już tylko we trójkę, a tam nie jest lepiej. A raczej coraz gorzej. W końcu Jack zostaje sam, a może jednak niezupełnie sam, ma do dyspozycji stado husky (z którymi się nie lubią).

Na początku książki dowiadujemy się, że podczas tej wyprawy wydarzyła się tragedia, o której nie chcą mówić jej uczestnicy. W końcu poznajemy historię z zapisków Jacka. Każdy z nich prowadził swój dziennik i zapisywał swoje spostrzeżenia, obawy, odczucia. Dzięki dziennikowi Jacka poznajemy jego i Gruhunken. Dowiadujemy się jak to jest żyć w ciągłej ciemności, a potem w jeszcze głębszej ciemności. Razem z nim doświadczamy samotności, samotności w ciemności. Z różnych stron atakują nas lęki, obawy, samotność i echo przeszłości (tak nazwał to Jack). Czy było ono prawdziwe czy tylko wytworem wyobraźni? To zostawiam każdemu do oceny. Czytając jednak dziennik Jacka ma się wrażenie, iż w ciemności może czaić się wszystko. A nasze własne lęki nie są najgorszą rzeczą jaka może nas spotkać. 

Czy warto sięgać po "Cienie w mroku"? Dla mnie to była ciekawa lektura. Książka nie jest obszerna, ale klimatyczna. Nie przepadam za horrorami, thrillerami, jednakże forma dziennika jaką wybrała autorka zaciekawiła mnie. W dodatku ciągle miało się wrażenie, to naprawdę mogło się wydarzyć... 

lipca 01, 2017

Poligon i samochody

Poligon i samochody
Dzisiaj zabrałam się z bratem i jego ekipą na poligon, gdzie miał być jakiś pokaz. Nie wiedziałam dokładnie na co się wybieram, co w moim przypadku jest dość częste. Miałam zabrać aparat, bo będzie się działo. Wzięłam i wyszło kilka fajnych fotek. Samochody i dużo błota, tak w skrócie można podsumować wyczyny na poligonie. Osobiście nie popieram zarzynania auta, serce mnie boli, gdy słyszę jak ktoś przy zmianie biegów nie docisnął sprzęgła. Jednak ostatnie zdjęcie pokazuje ulatującą duszę samochodu, brat twierdzi, że to ostatni koń mechaniczny. Sami oceńcie. 








czerwca 28, 2017

@Kajecik 3/17

@Kajecik 3/17

Tym razem trochę o życiu i o nas, wszystko okraszone pięknymi kwiatami.








czerwca 26, 2017

Historia dla najmłodszych

Historia dla najmłodszych
Annie Jay
"Elżbieta księżniczka z Wersalu. Sekret pozytywki."



Historia księżniczki Elżbiety, wnuczki króla Ludwika XV i siostry Ludwika XVI. Poznajemy jedenastoletnią dziewczynkę, rozpieszczoną, najmłodszą, czyli ulubienicę, której można więcej. Rozpoczynając przygodę z Elą: na początku mamy podpisane ilustracje wszystkich ważniejszych bohaterów książki, z krótką charakterystyką. Na końcu natomiast znajduje się plan Wersalu, a także informacja o modnych fryzurach za Ludwika XVI.

Sekret pozytywki to pierwszy tom, mnie zaciekawił ładnym wykonaniem i nawiązaniem do postaci historycznych. Oczywiście nie spotkamy tutaj wykładu typu: urodziła się, wychowała się, wyszła za mąż itd. Poznajemy raczej zwyczaje i zasady obowiązujące na francuskim dworze w XVIII wieku. Elżbieta ubolewa nad tym czego jej niewolno, jakie są jej obowiązki i czego się od niej wymaga. Trudniejsze zwrotu, które mogą nie być dziecku znane są okraszone przypisem (jak na zdjęciu poniżej) i od razu jasne o co chodzi. W tym tomie Elżbieta niechcący uszkodziła cenną pozytywkę otrzymaną od dziadka. Jednakże wtedy właśnie odnajduje ukrytą karteczkę z tajemniczą, zaszyfrowaną informacją. Postanawia odkryć prawdę.


Myślę, iż na początek przygody z historią jest to świetna książka, chociaż z oczywistych względów raczej dla dziewczynek. W ciekawy i przystępny sposób przybliża realia Wersalu, a także podsuwa kilka terminów, które mogą się później przydać na lekcji historii. 

Urocze ilustracje :) 

czerwca 18, 2017

Trochę muzyki....

Trochę muzyki....
IX Parada Orkiestr w Prószkowie


Coś dla ucha i oka. Orkiestra na żywo to zawsze coś innego, niż muzyka w radiu. W dodatku 12 orkiestr, w tym polskie, niemieckie i czeskie. Nie będę się rozpisywać, wrzucam kilka fotek i filmików :) 





video





video

czerwca 15, 2017

Mróz - pisarz i postać historyczna

Mróz - pisarz i postać historyczna
Remigiusz Mróz
"Behawiorysta"


Za chwilę lato, a ze wszech stron tylko informacje o Mrozie i Mrozie... Czytelniczki mojej biblioteki prawie się biją o jego książki, ale jakoś to nie moje klimaty. Zaciekawił mnie jednak "Behawiorysta" z tytułu i opisu wnioskowałam, że może przypaść mi do gustu. Czasem to jednak za mała motywacja. Niedawno był Festiwal Książki w Opolu, oczywiście autor był jednym z gości, kolejki po autografy pozazdrościłby niejeden PRL-owski sklep. Jednak zmotywowały mnie dopiero zaliczenia z przedmiotu zwanego "historią regionu". Przeglądając prace zaliczeniowe, które miały opisywać miejsce, wydarzenie, postać historyczną związaną z regionem studenta - mój promotor odkrył pracę pod tytułem "Remigiusz Mróz". Jeśli już historia o nim traktuje, muszę przeczytać którąś z książek - jak na odpowiedzialnego histeryka przystało.

Tyle wstępu. Nadszedł czas na książkę, którą czytało mi się dobrze. Po gromie filmów, seriali kryminalnych i kilku książkach traktujących o zwyrodnialcach, wiedziałam z czym będę się mierzyć w "Behawioryście".  Wiele ruchów było do przewidzenia, jednakże nie wpływało to na odbiór książki. Postać Gerarda, byłego prokuratora z manierami z poprzednich epok, mnie osobiście ujęła (ale to moje skłonności do nietuzinkowych imion i zanikających manier), chociaż mógł trochę szybciej poukładać te puzzle. Z zainteresowaniem jednak śledziłam jego poczynania i rozmowy, bo zgadzam się że wiele mówimy, nic nie mówiąc itd. Jednak mimo wykształcenia i pozorów, życie i przeszłość zostawiają ślad, który daje o sobie znać w najtrudniejszych chwilach, pokazując, że jesteśmy ludźmi. Mimo życia w XXI wieku gdzie mamy praktycznie do wszystkiego dostęp, informacje osaczają nas zewsząd, nasze pierwotne instynkty nas nie opuszczają. Zaś człowiek potrafi być niewyobrażalnie brutalny, bądź uległy.

Fabuły nie będę streszczać, bo to książka, którą należy przeczytać i się nad nią zastanowić. W sumie Opole nie jest duże, wielu z czytających orientuje się w topografii miasta. Ale to powinno uświadomić nam, że nie tylko w Ameryce takie rzeczy mogą się zdarzyć. Sam autor stwierdza, że zależało mu na jak najbardziej prawdopodobnym scenariuszu. I też mam nadzieję, że w wielu kwestiach się mylił.

czerwca 12, 2017

Bonowicz & Zakład Pogrzebowy

Bonowicz & Zakład Pogrzebowy
Karina Bonowicz
"I tu jest bies pogrzebany"


Uwielbiam takie książki, uśmiech towarzyszył mi prawie przez całą lekturę. Jest wszystko co człowiekowi do szczęścia potrzebne: zakład pogrzebowy, siostry typu dzień/noc, nieszczęśliwy pisarz i lekarz, a do tego autor z moim ulubionym poczuciem humoru. W końcu wszyscy dążymy do tego samego miejsca i nikt nie ominie zakładu pogrzebowego. A tam można spotkać ciekawych ludzi. 

Bohaterów poznajemy z ich perspektywy, każdy opowiada fragmenty swojego życia, razem tworząc całą historię. Są trochę groteskowi, ale w przyjemni w odbiorze, przedstawiają swoje wady, obawy i sposób patrzenia na świat. Maria panicznie boi się starości i wszędzie widzi jej oznaki, w końcu starzejemy się z każdą godziną. Nina jej młodsza siostra, choruje na... wszystko, a jej lista leków jest dłuższa niż litania. Edward pisarz bojący się własnego cienia i zabójczo zakochany w swojej żonie Marii, której zafundował celibat. Jakub, nieśmiały lekarz, cierpiący na bezsenność i monotonię własnego życia. Na końcu przedstawiam Eugeniusza, właściciela zakładu pogrzebowego, który nie wie czy nie czeka go śmierć, bo może to być ostateczny sposób ratowania rodzinnej firmy.

Wszystko przedstawione z dystansem i humorem, bo sprawy ostateczne i tak nikogo nie ominą. Polecam dla rozrywki i nietuzinkowych bohaterów. 


maja 31, 2017

Zaczynajmy od początku...

Zaczynajmy od początku...
Arthur Conan Doyle
"Studium w szkarłacie"


Wszystkim dobrze znany Sherlock Holmes, zachwyca i inspiruje od lat. Chyba nie ma dziecka, które nie słyszało o niezwykłym detektywie. Ile filmów, seriali i postaci zostało wykreowanych na Holmesie. Jednak pierwowzór i tak najlepszy. 

Ja swoją przygodę rozpoczynam od "Studium w szkarłacie", która przedstawia początki znajomości Sherlocka i Watsona. Ciekawej, pełnej sprzeczności przyjaźni i możliwości rozwiązywania zagadek. Już pierwsze odkrycia na miejscu zbrodni, współpraca z organami władzy tworzą nietuzinkową więź między bohaterami. I właśnie ona jest największym atutem powieści - ileż dywagacji na jej temat już można było przeczytać. Mnie natomiast zachwycił styl, lekkość pióra, pomimo sędziwego już wieku powieści. Arogancja Sherlocka, dedukcja i codzienne rytuały, zostają uzupełnione przez Watsona, który będąc jego przeciwieństwem, tak naprawdę uzupełnia go i wpływa na niego. W końcu pojawia się ktoś ważny dla detektywa, osoba z której zdaniem się liczy. 

Przyznam, iż po obejrzeniu kilku ekranizacji Sherlocka Holmesa i tak książka mnie bardziej zachwyciła. Ale zawsze uważam, że książka jest wyjątkowa, a bohaterowie w niej są bardziej nasi, niż ci ekranowi.

maja 19, 2017

Udręka braku...

Udręka braku...
Janusz L. Wiśniewski
"Udręka braku pożądania"


Do książek Wiśniewskiego zawsze siadam z ciekawością, bo ludzie mają zawsze coś do opowiedzenia. I mimo iż niektóre historie się powtórzą, to różnią się często szczegółami, bo relacje między ludzkie można włożyć w wyuczone szablony, ale zawsze znajdzie się ktoś kto od niego odchodzi. Tutaj dodatkowo zachwyca mnie okładka i nie tylko dlatego, iż pasuje do Grunt to okładka, ale ma coś co przyciąga wzrok.


Ten tom czytałam i ogarniał mnie wyjątkowy smutek. Każda historia była trudna, a w dodatku poznając tylko jej fragment wydawała się jeszcze trudniejsza. Mężczyzna zwierzający się z uczuć jakie nim targają od rozwodu, o poczuciu odtrącenia przez żonę i córki, które nie robiąc tego świadomie, żyjąc na dwa domy uwidaczniały pustkę w jakiej żył ich ojciec. Kobieta próbująca wydostać się z piekła zgotowanego przez Rosjanina, też w ciągłym niepokoju i niepewności. Później przypadki osób z oziębłością seksualną, którzy kochają, ale uświadamiają sobie, iż nie mogą dać partnerowi wszystkiego. Jak szukają pomocy, jak partnerzy ich wspierają. Wszystkie historie są piękne w swej udręce, bo często to właśnie towarzyszy bohaterom opowiadań. 

Krótkie, szorstkie, pełne emocji, brutalne, często niesprawiedliwe i bez ubarwień takie bywa życie - a te opowieści też takie są. Polecam fanom Wiśniewskiego i tym którzy dopiero go poznają. Mnie i tak za każdym razem urzeka. 

Chociaż mój egzemplarz miał dubeltowe strony, co było momentami ciekawe.

maja 17, 2017

Netflix i Anne with an "e"

Netflix i Anne with an "e"
Anne with an "e"

Ania z Zielonego Wzgórza, lektura lat młodzieńczych i duży sentyment w dorosłości. Książki, do których chętnie wracam i seria filmów z Megan Wollows. Bardzo lubiłam je oglądać, nawet enty raz. Oczywiście zastanawiałam się nad nowszą wersją filmów o Ani, ale jednak trudno dorównać dobrej ekranizacji. Netflix postanowił jednak spróbować. I jak wyszło? Cóż...


Uwielbiam tę nową wersję Ani! Niezwykła młoda aktorka, która mnie zachwyca swoją grą,  ciekawi aktorzy, piękne krajobrazy. Spokojna narracja przedstawiająca różne aspekty życia Ani, jej bliskich, przyjaciół, ludzi z otoczenia. Oczywiście to adaptacja i nie wszystko musi się zgadzać z książką, nigdy tego nie wymagam od ekranizacji, bo to zawsze wizja konkretnej grupy ludzi i nie musi się zgadzać z moimi odczuciami. 

Przyznam, iż przy pierwszych odcinkach łza się w oku kręciła, momenty gdy patrzyliśmy na chwile rozterki i szczęścia bohaterów tak pięknie ujętych. Niespiesznie, by widz również mógł się nad tym zastanowić i właśnie to mnie najbardziej w tej produkcji urzeka, nie pędzimy z materiałem, bo przedstawienie ludzkich uczuć jest równie istotne. Nie wiem jak wy, ale każdy odcinek był dla mnie przygodą, również emocjonalną. 


Na co jeszcze zwróciłam uwagę? Szorstkość i surowość krajobrazu, ludzi, ubrań. Ciekawe, nieszablonowe ujęcia np. kadr przez szybę, lustro, czy z jakiegoś ciekawego skosu, który tworzył klimat w scenie. Tak jak uwielbiałam bohaterów w starej wersji Ani, tak uwielbiam tych młodych, bo wykonali kawał dobrej roboty. Oczywiście sentyment pozostanie, ale Anię się po prostu kocha za to jaka jest i co wniosła do naszego życia: wyobraźnię, temperament, marzenia, odwagę, upór i tę wiarę w świat i ludzi. 

Poza tym Gilbert też dobrze się zapowiada. Mam nadzieję, że jednak nie poprzestaną na pierwszej serii i wrócimy do przygód Ani, nie Anny :) 

A jakie są wasze wrażenia i odczucia?

maja 15, 2017

Życie jest cudem, o który trzeba walczyć.

Życie jest cudem, o który trzeba walczyć.
Dorota Łosiewicz
"Życie jest cudem"



Każda z przedstawionych historii jest piękna, wzruszająca, momentami przerażająca. A fakt iż są one prawdziwe jeszcze bardziej oddziałuje na wyobraźnię. Nie ma tutaj specjalnie ubarwień, słowa bohaterów są często brutalne, zawsze szczere, bo sytuacje w jakich się znaleźli są sprawdzianem, tym najtrudniejszym w życiu.

10 historii pełnych nadziei, wiary i ludzkiej walki, by ocalić życie. W końcu życie jest naszym najcenniejszym darem, jedynym i niepodważalnym. Znajdziemy tutaj małżeństwa, które musiały przejść walkę o swoje dziecko - jeszcze nienarodzone. Takie, które miały niewiele czasu, aby pożegnać swoje maleństwo. Również takie, które rodzicielstwo momentami przerastało i musieli zdecydować czy walczyć. Dorota Łosiewicz przedstawia prawdziwych ludzi, ich życie, chwile szczęścia, zwątpienia, czas modlitwy, szukania odpowiedzi. Na pewno nie są to łatwe historie, bo wdzierają się głęboko, ale są to historie warte opowiedzenia. Historie prawdziwych bohaterów. 

Nie będę streszczać każdej historii, bo trzeba się z nimi zapoznać osobiście, są przepięknie opisane, bez zbędnych ozdobników. Poruszają i skłaniają do reflekcji, ukazują jakim cudem jest życie i że czasem trzeba o nie naprawdę zawalczyć.

maja 06, 2017

Nowa forma @kajeciku 2/17

Nowa forma @kajeciku 2/17
Witam, 
jak wiecie uwielbiam cytaty. Sporadycznie umieszczałam posty z kilkoma fajnymi (wg mnie :P) hasłami znanych/nieznanych. Ciągle mi jednak czegoś brakowało. W międzyczasie dużo chodzę z aparatem i pstrykam. Uznałam a jeśli to połączę, może wyjdzie coś fajnego. Wiem, że stron z takimi cytatami jest sporo, ale te zrobione samemu są zawsze jakby fajniejsze, bo zrobione samodzielnie. Wstępnie podrzucam dwa w moim wykonaniu. 

Miłego weekendu. Może chociaż u was słońce na horyzoncie!




maja 04, 2017

Poznań w obiektywie

Poznań w obiektywie
Sprawy zawodowe tym razem wysłały mnie do Poznania. Między spotkaniami i wizytą w archiwum udało mi się popełnić kilka zdjęć. Muszę przyznać, że to piękne i ciekawe miasto i mam nadzieję, że następnym razem będę miała więcej czasu na zwiedzanie.

Oczywiście w miarę możliwości zapraszam na stronę Fb i Insta :) 



maja 02, 2017

Kreatywność ważny element życia

Kreatywność ważny element życia
Elizabeth Gilbert
"Wielka Magia
odważ się żyć kreatywnie"


Tłumaczenie: Bożena Jóźwiak

Jak często macie dosyć? Jak często zostawiacie coś niedokończone? Ile razy się zastanawiacie czy coś ma sens, czy opłaca się coś robić? Albo ile razy przyszła myśl o pozostawieniu blogowania, pisania, czytania? Bo akurat macie doła, a wena i chęci odeszły w siną dal. Jak tak pomyślę, to w sumie też lubię dramatyzować i rzucać i szukać czegoś nowego. Ale i tak książkę mimo wszystko pakuję jako pierwszą do torby.

Gilbert opisuje w całkiem zabawny i przystępny sposób rzeczy, o których wiemy. Jak zaczynasz - dokończ. Nie opłaca się? Trudno, ale skoro lubisz to robić i sprawia ci przyjemność, zrób mimo wszystko. Jest marzenie, czy pomysł na coś nowego, ale się boisz (siebie, reakcji najbliższych, obcych) - zaryzykuj, bo twoje życie nie trwa wiecznie, a marzenia same się nie zrealizują. Jednak nie może być tak pięknie cały czas, bo każdy ma chwile zwątpienia, rezygnacji i obrazy na cały wszechświat. Ten wątek też porusza i utwierdza nas, iż to nie omija nikogo. Każdy musi walczyć sam ze sobą, bo jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi, ale również najgorszymi wrogami. Bo sami sobie najlepiej podcinamy skrzydła. Oczywiście Gilbert ma swoje sprawdzone metody radzenia sobie z tymi chwilami zwątpienia, ale podaje też jak radzą sobie z tym jej znajomi. 

Książka niezwykle pozytywna. Przypomina o rzeczach oczywistych, tak oczywistych, że o nich zapominamy i później często stoimy pod ścianą nie do przejścia. A wystarczy czy nie ma innego przejścia. Bo życie jest by się cieszyć tym co mamy, co możemy zrobić. Nieważne czy innym się spodoba nasze hobby, nasze marzenie - bo ono jest nasze, a jeśli nikomu nie szkodzimy, to tym bardziej nie powinno ich to obchodzić.

Przyznam, że uwielbiam takie książki z pozytywną energią, bo w chwilach zwątpienia są najlepsze. W końcu każdy potrzebuje taką przypominajkę, która powie jesteś świetny, rób dalej to co lubisz. Bo mając swoje zainteresowania, łatwiej żyć w monotonii codzienności. Aby pod koniec dnia powiedzieć sobie: jestem zajebista/y!

kwietnia 30, 2017

Baśnie ze świata Hogwartu

Baśnie ze świata Hogwartu
J. K. Rowling
"Baśnie Barda Beedle'a"


Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

Po lekturze "Fantastycznych zwierząt" musiała nadejść pora na baśnie, jak na potteromaniaka lekkiej klasy przystało. Uwielbiam baśnie, mam nadzieję że nigdy z nich nie wyrosnę, bo według mnie naprawdę potrafią wnieść do naszego życia coś ważnego. Już sam fakt, że miały nie tylko ciekawić, ale przede wszystkim uczyć i przestrzegać ludzi i pierwsze baśnie nie były z takimi pięknymi happy endami (choć obecnie na ogół chcemy wszędzie szczęśliwych zakończeń). Były dostosowane do zaistniałych okoliczności i miały wówczas konkretne zastosowanie. Obecnie mogą być skarbnicą dla badaczy, bo każda baśń wiele mówi o czasie i ludziach, którzy żyli gdy ona była tworzona. 

I tak zawsze mnie ciekawiły baśnie przewijające się przez tomy o Harrym Potterze. Rowling stworzyła świat, który miał własne baśnie, chroniące bohaterów jej serii. To niezwykłe, że były integralnym elementem i mogły pojawiać się i znikać, tak jak to jest z naszymi baśniami. Kształtują nas, znikają i pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie życia. Ile razy spacerując po lesie, ktoś pomyślał o wilku, Kapturku, może innych stworzeniach, o których słuchał w dzieciństwie? Tak naprawdę w poznaliśmy historię o trzech Braciach już w tomach o Harrym, jednakże inne pojawiały się urywkami, sygnalizując - istniejemy i się pojawimy. I oto mamy niepozorną książkę opowiadającą o magicznym garnku, fontannie szczęścia, o nieczułym czarodzieju i praczce zmieniającej się w królika. Są magiczne, ale uczą że świat jest piękny z magią i bez magii, bo wiele rzeczy zależy od nas i naszego podejścia do życia.

Baśnie Barda Beedle'a przeczytałam w jeden wieczór i świetnie się bawiłam. Cieszę się, że powstała książka o baśniach ze świata czarodziejów. Czuję niedosyt, chciałabym ich więcej. Notatki stworzone przez Dumbledore'a mnie zachwyciły, otwierają tyle możliwości do kontynuacji, że sama jestem ciekawa, czy autorka to wykorzysta. 

Zapraszam na InstaFb :) 

kwietnia 28, 2017

Zwrot w przygodach Flavii de Luce

Zwrot w przygodach Flavii de Luce
Alan Bradley
"Flavia de Luce
Obelisk kładzie się cieniem"


Jakoś ostatnio mam szczęście do książek traktujących o stracie. W dużej mierze stracie najbliższych ludzi oraz o tym jak w całej zaistniałej sytuacji odnajdują się dzieci. Cała seria za mną, aż lękam się przed kolejną lekturą, która czeka na półce.

Wracając jednak do Flavii "Obelisk kładzie się cieniem" to już szósty tom przygód ciekawskiej, wygadanej jedenastolatki. Jednakże różniący się znacznie od poprzednich. Znika powoli beztroska Flavia, czasem naiwna, zawsze ze szczerymi chęciami i smykałką do rozwiązywania zagadek kryminalnych, dociera do niej również, iż chemikalia w jej laboratorium chemicznym cudownie same się nie pojawiały i zawsze ktoś nad nią czuwał, pozwalając jej na samorozwój. Flavia dowiaduje się, iż odnaleziono ciało jej zmarłej matki, której nawet nie pamięta, bo miała roczek jak zaginęła. W międzyczasie odnajduje również stary film, w którym podziwia i poznaje poniekąd własną matkę. Jak wiadomo to trudny okres dla każdego członka rodziny, każdy inaczej przeżywa żałobę, każdy inaczej odczuwa stratę, co jest widoczne w tym tomie przygód Flavii. 

Przygotowania do ostatniego pożegnania Pani de Luce są również momentem, w którym Flavia odkrywa tajemnice własnej rodziny, a także powinności i obowiązki jakie ją czekają w przyszłości. Odkryje prawdziwą przyczynę śmierci matki, a także dowie się jak wiele podczas wojny wycierpiał jej ojciec i kamerdyner. Zacznie poznawać dokładniej świat dorosłych. Również pojmowanie świata i świadomość młodej damy się zmieniają, za chwilę skończy dwanaście lat i zacznie wchodzić w wiek dorastania, z którego notabene tak się zaśmiewała, gdy dotyczył jej starszych sióstr.

Pojawią się starzy bohaterowie, przewijający się w poprzednich tomach, ale również nowi, którzy zapewne zawitają w kolejnych przygodach Flavii. Autor przygotowuje zarówno Flavię, jak i czytelnika, iż od tej pory wiele się zmieni. A mała dziecinna Flavia, zacznie dorastać i będzie musiała stawić czoła zagadką większego kalibru. 

kwietnia 18, 2017

Gdy wali się świat i przychodzi potwór

Gdy wali się świat i przychodzi potwór
Patrick Ness
Siobhan Dowd
"Siedem minut po północy"


Jak w tak niewielkiej książce można zawrzeć tyle emocji? Czytając "Oskara i panią Różę" myślałam, że trudno będzie o coś równie przejmującego. A jednak. Tutaj nie mamy chorego na raka chłopca, ale chłopca, który przez raka traci właśnie najważniejszą osobę w życiu - mamę. 

Conor żyje sam z mamą, tato założył nową rodzinę za oceanem i czasem dzwoni. Babcia jest inna niż wszystkie mu znane babcie, bo pracuje, stroi się i zdecydowanie nie gotuje. Conor zdaje sobie sprawę, że mama choruje i że leczenie może potrwać. Ale zaczyna nawiedzać go koszmar, tak straszny, że niszczy go jeszcze bardziej niż zaistniała sytuacja. Potem pojawia się potwór, zawsze o 12:07, aby opowiedzieć chłopcu historię. A raczej trzy, czwartą ma opowiedzieć Conor i ma być prawdą. 

Historie potwora pokazują świat i ludzi w szarościach. Takich rzeczywistych, z dobrymi i złymi cechami, wyborami. Świat jaki widzą dorośli, gdzie zło nie zawsze jest złem, a decyzje niosą konsekwencje. Świat przed którym matki chronią dzieci, bo jeszcze im się przyjdzie z nim zmierzyć. Conor ma to nieszczęście, że świat przyszedł wcześniej i niszczy powoli jego raj zbudowany z mamą. W tym świecie Conor ma jeden poważny problem, którym jest jego koszmar. Bo przez ten koszmar on uważa się za tego złego... 

Niezwykle trudnym czasem dla każdego jest choroba najbliższych. Często przerasta nas, dziecko tym bardziej. Z racji zupełnie innego pojmowania świata, dobra, zła dziecko tworzy swoją wersję rzeczywistości, z którą potwór pomaga mu się uporać. My mamy psychologów, ale warto pamiętać, że gdy jest trudny czas dla rodziny dotyczy on wszystkich członków - nawet jeśli dziecku nie powiemy prawdy, ono i tak będzie wiedziało. 

Książka wzrusza, zasmuca i jest brutalna, bo wszystko toczy się nadal, mimo naszej tragedii. Polecam na chwilę zadumy. 

A w te zimne dni,  trochę wiosny na Fb CzerwoneTrampki.

kwietnia 11, 2017

Newt Skamander i jego miłość do zwierząt

Newt Skamander i jego miłość do zwierząt
J.K. Rowling
"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć 
Newt Skamander"


Mam słabość do świata, który wykreowała J.K. Rowling. Magia, przyjaciele, przygody, fantastyczne zwierzęta, mnóstwo niesamowitych pomysłów to moje dzieciństwo z Harrym Potterem. Dlatego nie mogło zabraknąć "Fantastycznych zwierząt" zarówno jeśli mówimy o ekranizacji, jak również o wersji książkowej. Ale chyba nie jestem jedynym fanem magicznej serii Rowling.

Rozpoczynamy wstępem Newta Skamandera z adnotacją, że przedmowa jest tylko dla czarodziei i już buźka się cieszy, załapaliśmy się na nią. A poważnie zabawny wstęp i rzeczowy jak przystało na podręcznik. Rys historyczny - jest, odniesienie do mugoli - jest, klasyfikacja Ministerstwa Magii - jest. Możemy rozpoczynać naukę. Wiele haseł posiada również ilustrację, co sprawia że naprawdę chciałoby się te zwierzęta spotkać. Jeśli istniało prawdopodobieństwo spotkania zwierząt z mugolami, owa informacja również znajduje się w podręczniku.




Ogólnie książkę polecam młodszym, starszym, szczególnie fanom świata Harry'ego Pottera i zauroczonym Newtem Skamanderem. Mnie zachwyciły ilustracje, piękne i tak mi się zamarzyło, żeby wszystkie fantastyczne zwierzęta zobaczyć, choćby tylko na ekranie. Ach, to jest jeden z tych podręczników, do których chętnie będę wracała :P 

Oczywiście serdecznie zapraszam na Insta i Facebook

kwietnia 05, 2017

Zapach wanilii

Zapach wanilii
Magdalena Witkiewicz
"Szczęście pachnące wanilią"


Każdy z nas ma w swoich wspomnieniach jakiś zapach, przedmiot czy kolor, który wywołuje uśmiech i moment szczęścia. W tej książce pani Witkiewicz również opisuje kobiety zmagające się z życiem i walczące o swoje marzenia, które przychodzą z najmniej spodziewanego kierunku. "Szczęście pachnące wanilią" to trzecia część serii Milaczek. 

Jeśli ktoś się już spotkał z książkami Magdaleny Witkiewicz na pewno się nie zawiedzie. Książka pełna ciekawych, zabawnych zdarzeń. Nietuzinkowi bohaterowie: Bachor, Zofia, Milaczek, Ada, Pani Perfekcyjna, Pani Psycholog, Pedagog szukający zmian. Rozpoczynając od Ady, która ma kawiarnię (zamiast alimentów) i musi wiązać koniec z końcem, a w dodatku niania jej rocznego synka postanawia zmienić pracę. Kobieta na skraju rozpaczy opiekunki i osobę, która wynajmie część pomieszczeń w kawiarni. I tutaj zaczyna się akacja. Jak osoby mieszkające tak blisko siebie do tej pory się nie poznały. Ale to cecha XXI wieku i ciągłego zabiegania. Ale od czego jest kawiarnia, ciepła kawa i ciasteczko, kącik dla dziecka i mężczyźni. Bo tak naprawdę zawsze chodzi o mężczyznę.

Pełna humoru, ciepła historia o tym co może się zdarzyć po słowach: "i żyli długo i szczęśliwie..." O problemach mężatek z dziećmi, matek samotnych, kobiet samotnych - ale z zasadami i o zwariowanej staruszce, która zawsze wie najlepiej :) 

Copyright © 2016 CzerwoneTrampki , Blogger