J.K. Rowling, J. Thorne, J. Tiffany
Harry Potter i Przeklęte dziecko
Nie ukrywam, uwielbiam Pottera - całą serię. Chociaż jeśli się czepiać to poziomy książek były różne. Gdy dowiedziałam się o nowej książce (w sumie sztuce do wystawienia), niekoniecznie byłam zadowolona. Wiązało się to z pewnym wyobrażeniem Pottera i reszty jako dzieci i młodzież, na tym zakończyliśmy przygodę w Hogwarcie. Jeśli chodzi o dorosłych, na ogół nie spełniają naszych oczekiwań i po bujnej młodości szukamy równie przebojowego dorosłego, a tu często mamy do czynienia ze statecznym człowiekiem z obowiązkami. I właśnie dlatego obawiałam się tej książki, bo narusza "starego, dobrego Pottera".
Wracając jednak do książki, czytało się szybko z racji zapisu. Jednak wiele rzeczy zostało potraktowane po macoszemu, pominięte i czasem mocno naciągane. Sama historia mogła równie dobrze zostać rozłożona na części, bo kilka lat życia Albusa po prostu przeskoczyliśmy, by znaleźć się w treści właściwej. Szkoda. Bo to również miało potencjał. Mimo wszystko przygody młodych bohaterów śledziłam z zaciekawieniem i w jeden wieczór pochłonęłam całość. Przyznam szczerze, że czuję niedosyt, bo chętnie lepiej poznałabym bohaterów "HP i Przeklętego dziecka"... Odniosłam również wrażenie, że to nie koniec przygody autorki z Potterem, a owa pozycja była sprawdzeniem reakcji fanów na możliwość kontynuacji.
Albus jest ciekawym dzieciakiem, który musi się zmierzyć z popularnością ojca, brata i własną innością, w końcu trafił do Slytherinu, a jego najlepszym przyjacielem jest syn Malfoya, Scorpius. Sprawdzone połączenie, chociaż znowu po dekadzie powracamy do tych samych bohaterów, a chętnie poznałabym nowych bohaterów Hogwartu. Ale z Potterem tak jest, zawsze chce się więcej...