Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

października 31, 2019

Marta Kisiel "Oczy uroczne"

Marta Kisiel "Oczy uroczne"

W domku, gdzieś w środku lasu, w środku zimy, żyje sobie spokojnie nasza Oda z Bazylim. Wszędzie cisza, spokój niczym nieskalany...

Nie uwierzy ten, kto spotkał się już z Odą, Rochem, Bazylim w poprzednich tomach cyklu "Dożywocie". W "Oczach urocznych" powracamy do wiły-szaławiły i dzieje się, oj dzieje. Ktoś lub coś grasuje w okolicy, szkody są coraz większe, zaś winowajcy nie można namierzyć. Ucierpiała nawet Oda, choć ona akurat dosyć często wpada w kłopoty. 
Coś się dzieje również z Rochem, który zajmuje się dziwnymi rzeczami i znika na całe dnie, tygodnie, chyba też jest ranny. Ale z Rocha wyciągnąć jakieś informacje...
Dodatkowo Bazyli szuka, szuka swego miejsca i zajęcia. A z tego mogą wyniknąć tylko kłopoty.

Teraz wszystko wrzucamy do jednego kotła, mieszamy, dodajemy cięty język autorki, kilku dodatkowych postaci. Jeszcze raz mieszamy. Wstawiamy nad większy ogień i obserwujemy rozwój sytuacji. A jest co obserwować!

września 19, 2019

Małgorzata Warda "Dziewczyna z gór"

Małgorzata Warda "Dziewczyna z gór"

Nazwisko Warda to już gwarant huśtawki emocjonalnej podczas lektury. Również w "Dziewczynie z gór" pokazuje jak idealny świat, idealnej rodziny lega w gruzach, ukazując zatuszowane rysy i wady. W 2003 roku z domu znika Nadia, w chwili zaginięcia ma 11 lat. W poszukiwania dziewczynki są zaangażowani wszyscy od policjantów po sąsiadów. Jednak mimo starań ślad się urywa. Przełomem okazuje się pierwszy podopieczny małżeństwa - Jakub, którego podejrzewają o porwanie. Czy już dorosły mężczyzna miałby powód aby się mścić na opiekunach zastępczych? W końcu był u nich tylko przez chwilę, a oni nie mają sobie nic do zarzucenia.
 
Całą historię porwania i okres zniknięcia poznajemy z punktu widzenia Nadii. Pierwsze dni, miesiące, strach i przywiązanie, kolejne tajemnice wychodzące na światło dzienne. Obserwujemy nić, która wytwarza się między Jakubem i Nadią. Aż pewnego dnia wszystko się zmienia i decyzję podejmuje sama Nadia, która postanawia zostać z porywaczem, dlaczego? Co skłoniło dziewczynę do podjęcia tak trudnej decyzji? Czy jeszcze wróci do domu swojego dzieciństwa? 

Wiele lat później opowie swoją historię, opowie o Jakubie, o swoich rodzicach i życiu wśród gór. Warto przebyć te 400 stron wraz z Nadią, porwaną w 2003 roku.

*zdjęcie z wyszukiwarki google, gdyż fizycznie nie mam już tej książki

lutego 21, 2019

Remigiusz Mróz "O pisaniu na chłodno"

Remigiusz Mróz "O pisaniu na chłodno"


Przyznaję, że chciałabym widzieć tę książkę u siebie na półce, więc rodzinko ma za tydzień me urodziny (Maszynę Bondy już mam). A tak poza tym, to jest książka, dzięki której polubiłam Mroza (Ernesta i Gerarda i tak uwielbiam, ale to inna para kaloszy). 

Gdy pisarz decyduje się popełnić książkę o pisaniu, decyduje się tak naprawdę na zaprezentowanie się czytelnikowi. Tutaj nie ma charakterystycznych bohaterów czy wykreowanego świata. Jest pisarz. Jego poczucie humoru, jego metoda prób i błędów, jego niepewność i wątpliwości. I to jest właśnie powód, dla którego czytam tego typu książki. Nie dla pisarskich porad, chociaż bywają przydatne (niekoniecznie przy dysertacji), ale by lepiej poznać pisarza, by znaleźć człowieka. 

A czemu są lepsze niż wywiady? Bo nasz autor nie jest ograniczony pytaniami, nie jest przyszpilony czujnym okiem dziennikarza, ma wolną rękę. Zdradza ile chce i jeszcze więcej między wierszami. 

A teraz pierwsza i druga część książki.
Pierwsza część, szczerze, jakoś mi przeleciała. Druga... tutaj się dobrze bawiłam. Wszystkie wstawki (niektóre brawurowe), odnośniki do literatury (i nie tylko) i szpile (umiejętnie wbijane, przyznam). Humor i dystans do siebie i pisania jest widoczny praktycznie w każdym zdaniu. Porady dla początkujących pisarzy, też dobre, ale umówmy się i tak każdy wie lepiej (w Polsce to głównie specjaliści są). 

Jedną rzecz, dość bolesną wyniosłam z lektury. Muszę się zabrać za pisanie, gdyż praca doktorska sama się nie napisze. A dzisiejsza próba otwarcia przewodu, będzie bolesnym doświadczeniem. Ale co nas nie zabije, to nas wkurzy i (może) zmotywuje. Życzę sobie, choć połowę dyscypliny Remigiusza, wtedy niegroźny będzie deadline.

Trzymajcie za mnie kciuki dzisiaj i w przyszłym tygodniu. Przyda się!

Tak, tak. Zaczęłam czytać w święta, ale zdążyłam przed kolejnymi ;)

stycznia 31, 2019

Paulina Hendel "Żniwiarz. Pusta noc"

Paulina Hendel "Żniwiarz. Pusta noc"

"Żniwiarz" jako seria skierowana już do dorosłych odbiorców przybliża nam historie o upiorach, utopcach i innych stworach, które kiedyś tam usłyszeliśmy od dziadków. I pewnie dawno już o tym zapomnieliśmy. Choć podświadomie nadal rozsypujemy sól, trzymamy zioła, które mają odstraszać, przez pewną ignorancję nie drążymy dlaczego to robimy... 

Nie znamy źródeł naszych przesądów, bo często nie pytamy. A tutaj Paulina Hendel na tacy podaje nam kolejne stworzenia z słowiańskiej demonologii, łącznie ze znaczeniami ziół i sposobami unicestwienia (gdyby zapytać naszych dziadków pewnie, byśmy się dowiedzieli jeszcze więcej). Tutaj poznajemy słowiańskie przesądy nadal zakorzenione w naszym życiu. Podania, które są równie ciekawe i barwne, jak te ze starożytnego Rzymu i Grecji, a w dodatku są nasze! 

A kim jest tytułowy Żniwiarz? Osobą, która walczy z naszymi nocnymi demonami, z naszymi strachami czającymi się w cieniu. Bo gdyby nie człowiek, nie byłoby demonów, bo gdyby nie człowiek nie byłoby Żniwiarzy...

W świat nocnych demonów wprowadzają nas Feliks, stary już Żniwiarz, który niejedno widział, niejedno zrobił, a świat i tak go dalej zaskakuje. Wraz z Magdą, która jest zafascynowana podaniami słowiańskimi i tym co robi jej wujek, i często niczym wrzód na tyłku rusza wszędzie za Feliksem, poznajemy własną historię. Razem tworzą niezwykły duet wybuchowy, ale lojalny. A z czym im się przyjdzie zmierzyć w pierwszym tomie? Z Pierwszym Żniwiarzem. Bo jak rozpoczynać serię z demonami słowiańskimi to z przytupem.


sierpnia 27, 2018

Remigiusz Mróz "Świt, który nie nadejdzie"

Remigiusz Mróz "Świt, który nie nadejdzie"

Mrrr... Jazz! Mrrr... Ernest! Mrrr... Stara Warszawa! Mrrr... Mróz! A teraz poważniej. Za każdym razem, gdy bohaterowie wkraczali do "Mokradła", odpalał mi się czarno-biały kadr z filmu. Widziałam to zadymione pomieszczenie, pełne podejrzanych typów i w tle jazz... Sam jazz by mi wystarczył, ale "Mokradło" właśnie kojarzy mi się ze starym gangsterskim filmem. I Wołyniak do tej scenerii pasuje idealnie.

Obok Gerarda z "Behawiorysty", Ernest jest moim ulubionym bohaterem. Może przez charakter, małomówność czy nietuzinkowe imiona, ale Panowie zostaną ze mną na długo. Takich bohaterów chcę więcej, z przeszłością, częściowo pogodzonych z przyszłością, chwilowo zbyt łatwo przyjmujących ciosy, jednocześnie będąc niezwykle magnetycznymi osobowościami. Gdzie ja takich jeszcze znajdę!

Teraz od początku.
Przynajmniej Ernest "Wołyniak" Wilmański chciał zacząć od początku. Anonimowo. W innym mieście, z dala od przeszłości. Ale chcieć to sobie można. Ostatecznie trafił z jednego bagna do drugiego. Moim zdaniem z dachu pod rynnę. Powoli znów piął się hierarchii nowej grupy przestępczej i przypominał sobie czemu zrezygnował wcześniej. Ale przeszłość zawsze da o sobie znać i nawet w starej Warszawie upomniała się o Wołyniaka. 


Aaa... Zapomniałabym, jeszcze kobieta. W sumie w przypadku Wołyniaka - dwie. Wyszczekana małolata, którą wziął pod opiekę w Warszawie, bądź ona jego, bo tylko w kłopoty potrafił się pakować. I policjantka wierząca w ideały itd., czyli problematyczna kobieta. Ale życie bez kobiet bywa nudne, a na nudę Ernest nie mógł narzekać na żadnym polu swego życia. Jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za swoje marzenie o nowym życiu? 

Mimo iż skończyłam tę książkę, dźwięki jazzu jeszcze będą za mną długo kroczyć. A zakończenie, cóż uwielbiam takie! Jest jak Ernest, z nutą nadziei.

czerwca 19, 2018

Maria Krasowska "Banda niematerialnych szaleńców"

Maria Krasowska "Banda niematerialnych szaleńców"

Widzę ducha, słyszę ducha - chyba jest ze mną coś nie tak! Podobne myśli miał Danny Moon, gdy zobaczył pierwszego ducha-pirata. Jednakże jako nastolatek, który miał na sumieniu kilka guwernantek (może więcej niż kilka) postanowił to wykorzystać... W szkole! Jako nowy uczeń z zagranicy, nie radził sobie najlepiej w nowym otoczeniu. A szkoła nie była tak fajna jak to sobie wyobrażał. Ale kto ma ducha po swojej stronie zwojuje świat!

Tej samej myśli był także zły bohater książki, który postanowił wykorzystać duchy i w dodatku bez ich zgody. Ucierpiał również duch pirata, którego Danny lubił i postanowił pomóc duchom. I przeżyć przygodę. Ile razy podczas akcji ratunkowej chłopak wyraził, jak bardzo cieszy się na przygodę życia. Innego zdania była jego kuzynka Aneta, która przy pewnym progu niebezpieczeństwa, chciała zrezygnować. Ale kuzyn sam się nie uratuje. 


Trochę mieszam w opisie, bo tę książkę trzeba przeczytać, żeby przeżyć przygodę, żeby poprawić sobie humor i przypomnieć sobie jak to jest być dzieckiem. Kto śledzi vloga Marysi wie jaką żywiołową dziewczyną jest, z jakim entuzjazmem opowiada i to właśnie czuć w tej książce. Jej energię, jej zachwyt i chęć przygód. Myślę że w naszym życiu jest właśnie odpowiednikiem Danny'ego. Książka skierowana do młodzieży, ale czytajcie, poprawcie sobie humor, znajdzie w sobie dziecko, które pragnie przygód! 

Z nadzieją, że Danny przeżyje więcej przygód! 


czerwca 08, 2018

"Biuro M" Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

"Biuro M" Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

Książki Magdaleny Witkiewicz dla mnie są świetne, lubię do nich wracać, bo poprawiają mi humor, bo są lekkie, ale zawsze coś tam przemycą do przemyślenia. Po prostu lubię ten styl. Współautorstwo to już inna bajka, raz wyjdzie, innym razem nie. Wiem, że to już kolejna książka napisana przez duet Witkiewicz&Rogoziński, ale dla mnie to pierwsze spotkanie. Słyszałam, że fajna, dobra, ten duet się sprawdza itd. To czytam i ja.

Pierwszym rzutem poznajemy Baśkę, oj ta to ma "nieszczęście" wpisane w swój byt. Trzech narzeczonych, trzech Michałów i każdy poszedł do innej kobiety, ale do tej samej... Mieć taką koleżankę to prawdziwy skarb, mówię wam. Teraz trochę poważniej, dziewczyna ma dość mężczyzn, ludzi, a na pocieszenie dostaje kota (który nie przejawia specjalnie przywiązania i sympatii, do nikogo). Basia mimo że nieszczęśliwa, trochę pod przymusem losu znajduje pracę w biurze matrymonialnym. I postanawia wykorzystać swoje informatyczne zdolności, żeby rozwinąć firmę. 

Drugim rzutem jest Jacek. I co tu o nim powiedzieć... Znacie ten typ. W życiu zawsze mu coś nie wyjdzie, coś spieprzy, o czymś zapomni, ale jego urok osobisty i płeć piękna mu pomogą (zawsze). On też trafia do biura matrymonialnego, jako pracownik, bo z kobietami to on sobie radzi. Ale się jeszcze chłopak zdziwi... 

Wreszcie mamy Biuro M. i resztę nietuzinkowych bohaterów. Szefową - ostrą brzytwę, ale w sumie przymykającą oko na zachowania pracowników, dopóki nie grozi to nuklearną katastrofą. Wróżkę, która uwielbia się kłócić z zielarzem. Jak oni pracują w jednym budynku, na jednym piętrze? Mam wrażenie, że autorzy tworząc tę książkę, zaczerpnęli co nieco z własnej współpracy. I wyszło całkiem zabawnie.



Spodobało mi się zakończenie, rzadko się zdarza. Niby happy end, ale jednak czy na pewno? Dla stałych czytelniczek Magdy i Alka jest jeszcze jeden smaczek przewijający się podczas lektury. Otóż, akcja dziejąca się w Miasteczku, odkrywa  przed czytelnikiem (częściowo) dalsze losy dobrze znanych postaci z poprzednich książek Witkiewicz, a nawet sięga do postaci stworzonych przez Rogozińskiego. I teraz mam ochotę przeczytać ich pierwszą wspólną książkę. Ktoś coś?

maja 28, 2018

Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"

Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"

Do Mroza mam sentyment, jako postaci historycznej (dzięki studentom, a raczej studentkom). A tak poważnie, przyznaję jego serii  nie czytałam. Za to "Behawiorysta" i "Świt, który nie nadejdzie" zrobiły na mnie dobre wrażenie. O pierwszej już pisałam, druga książka niestety jeszcze czeka... "Nieodnalezioną" przeczytałam dzień po jej premierze, w dodatku zarwałam przez nią noc. Czemu piszę o niej dopiero teraz? Bo dużo się w niej działo, może chwilami za dużo.

Książka porusza temat istotny, który mimo wszystko jest spychany na boczne tory. W końcu przemoc nas nie dotyczy. Nieważne czy mówimy o przemocy fizycznej, psychicznej, odpychamy to jak najdalej, bo jeszcze wywołamy wilka z lasu. Ale ona istnieje i potrafi przejść nasze wszelkie wyobrażenia. Dlatego znalazłam w "Nieodnalezionej" to co lubię w książkach Remigiusza, czyli dosadny, brutalny opis sytuacji. Można poetycko opisać niemal wszystko, ale czasem trzeba krótko i brutalnie przedstawić coś, co dla wielu trwa wieki. To było raptem kilkaset stron, a wzbudziło tyle emocji i dyskusji. Sceny zbyt brutalne, nierealistyczne, jak ona mogła się podnieść bo tylu uderzeniach itd. Sporo tego było, ale człowiek postawiony pod ścianą, walczący o życie, naprawdę jest zdolny do wielkich czynów. Nie zawsze tych dobrych, często tych złych, ale w walce o przetrwanie, nie wiemy jak się zachowamy. Wielu może potępiać decyzje Kasandry, ale czy ktoś chciałby je podjąć za nią?

Tylko ten nieszczęsny Damian. Przykro było czytać jak się miota i żyje z poczuciem winy, że nie potrafił ocalić swojej ukochanej. Potem ta iskierka nadziei, że ją odnajdzie. Tutaj akcja szybko się rozwinęła, mimo wielkich krzyków, że od początku wiadomo było jak to się skończy, a autor ślepo go poprowadził na..... (każdy kto przeczytał wie gdzie). Ale tutaj pojawia się inny problem, ktoś kto chce wierzyć, uwierzy we wszystko. I osobiście jestem ciekawa dalszych losów Damiana, dla mnie postaci wyjętej z dramatu szekspirowskiego. Ile ja przy nim kręciłam głową, powtarzając "naprawdę w to uwierzyłeś?". Jednakże innego zakończenia dla niego nie potrafiłam sobie wyobrazić. 

Tak podsumowując to zakończenie mi się podobało. Jakkolwiek to zabrzmi, bo było wielce prawdopodobne. A w takich książkach preferuję realistyczne zakończenia, zamiast cukierkowych. "Nieodnaleziona" ma wady, można by ją pewnie też inaczej napisać (rozwinąć niektóre wątki), ale zainteresowała mnie i przeczytałam ją w jedną noc. A od stycznia minęło już trochę czasu, a bohaterowie nadal niewyblakli w pamięci.  

maja 18, 2018

Antonina Kasprzak "Wiłka smocza dziewczynka"

Antonina Kasprzak "Wiłka smocza dziewczynka"

Ciekawość i bezpośredniość dziecka przypomina nam dorosłym, że sami kiedyś zupełnie inaczej patrzyliśmy na świat. Pola i Bułeczka nagle znalazły się w zupełnie dla siebie nowej sytuacji. Ich mama trafia do szpitala, a tato ma pracę, przez którą często musi wyjeżdżać. Dziewczynki posmakują wolności i ogromnej dawki odpowiedzialności za siebie i innych. Pomimo własnych problemów, dostrzegają problemy innych, dokładniej pewną smutną dziewczynkę, która z jakiś powodów jest trzymana przez matkę w domu. Siostry zaprzyjaźniają się z niezwykłą dziewczynką Wiłką i postanawiają jej jakoś pomóc.

Okazuje się że Smoczyca (jak nazwały matkę Wiłki dziewczynki) jest wiłą, postacią którą znamy z legend i opowieści. Wiłka natomiast jest w połowie człowiekiem po ojcu, którego nie zna. Jednak to właśnie był powód wygnania kobiet z rodzinnych stron. Okazuje się, że tęsknota za rodziną i tradycjami przesłania Smoczycy ból i przykrości jakie przysparza córce. Zamknięcie w domu ma chronić dziewczynkę przed nietolerancją i innymi zagrożeniami świata zewnętrznego. Dodatkowo Wiłka ma opanować tradycyjny taniec wił, aby pokazać się na konkursie. Kobieta nie dostrzega szkód wywołanych swoim zachowaniem, cierpienia dziecka. W końcu spełnianie własnych marzeń za pomocą swych dzieci nie jest niczym nowym. Dopiero interwencja z zewnątrz i determinacja Poli i Bułeczki zmuszają Smoczycę do zastanowienia się nad tym co najlepsze jest dla Wiłki. I że rodzice powinni swoje marzenia sami realizować, a nie zmuszać do tego własne dzieci.


Książka niezwykła, przeznaczona dla dzieci, którzy są najsurowszymi recenzentami. Porusza problemy iście dorosłe, z którymi dzieci też często muszą się mierzyć. Strach przed zmianami, czy odrzuceniem, inność, samodzielność i spełnianie marzeń - małe wielkie rzeczy przed którymi staje każdy z nas. A w dzieciach jest coś takiego, że zawsze szukają szczęśliwego zakończenia, a którym dorośli często zapominają, wybierając mniejsze zło. Dlatego książkę polecam dzieciom i dorosłym, bo nigdy nie jest za późno.

stycznia 06, 2018

Wojna dotyczy wszystkich

Wojna dotyczy wszystkich
Barbara Gawryluk
il. Maciej Szymanowicz
Teraz tu jest nasz dom



Czas wojny jest trudny dla dorosłego człowieka, często wówczas troszcząc się o bieżące sprawy, zapomina, iż dzieci odczuwają wszystko równie mocno. Same sobie tłumacząc zasłyszane słowa, zdania, strzępki informacji. Wojny znamy z lekcji historii, ale wystarczy włączyć wiadomości i znajdziemy informacje o konfliktach zbrojnych. Wojna to nadal rzeczywistość wielu ludzi.

"Teraz tu jest nasz dom" przedstawia historię ukraińskiej rodziny z Doniecka, która znalazła schronienie w Polsce. Narratorem jest najstarsze dziecko, Romuś uczący się w trzeciej klasie. Poznajemy jego rodzeństwo Mikołaja i Natalkę, rodziców, dziadków i wujostwo. Z dnia na dzień dom rodzinny przestaje być bezpiecznym miejscem i zostaje podjęta decyzja o ucieczce do Polski. Wyjazd jest tym trudniejszy, iż dziadkowie odmawiają wyjazdu i wyjeżdżają w piątkę. Spakowani w pięć plecaków wyruszają w nieznane. Docierają do ośrodka i przystosowują się do nowych warunków. Uczą się polskiego i martwią o swoją przyszłość. Żyją nadzieją, ciągle śledząc informacje napływające z Ukrainy.

Opisując historię rodziny Romusia autorka przedstawia problemy z jakimi borykają się uchodźcy, którzy ratując się, muszą zostawić wszystko i zaczynać od nowa. Książka może posłużyć jako pomoc w tłumaczeniu dziecku tego trudnego tematu. Dodatkowym atutem książki są niezwykłe, klimatyczne ilustracje.




grudnia 28, 2017

W krótkich słowach.

W krótkich słowach.
Mikołaj Grynberg
Rejwach



Ludzką historię można przedstawić w krótkich prozach. Kilka stron. A na nich ból, smutek, samotność, niezrozumienia, wstyd, niedowierzanie, nadzieja, strach. Wiele uczuć i emocji towarzyszących nam codziennie, niezmiennie sprowadzających do szarej rzeczywistości. 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Grynberga i przyznam, że wstrząsające. Nadal zaskakują mnie ludzkie historie, okrojone do prostej, czytelnej wersji. Przedstawione historie Żydów są smutne, mają w sobie zaprzeczenie własnej tożsamości. Strach przed powtórką, niezrozumieniem. Wesołości w nich za grosz, ale ludzkich dramatów ogrom. Na 128 stronach, znajdziesz ponad 30 historii, tak odmiennych, jak każdy człowiek. I jak każdy człowiek - wartościowych. Przyznam , że nie mogłam się oderwać. Każdą historię chłonęłam. Jeśli po nią sięgniesz, przepadniesz i zastanowisz się nad brutalnością historii, rzeczywistości i ludzkości. 

Historie niezwykłe, czyta się czasem ciężko. Jednak zastanawiam się, czy byłabym ich wstanie wysłuchać, tak jak autor. Mimo wszystko polecam, bo książka moim zdaniem wartościowa. 


sierpnia 04, 2017

Podróż do Chin, podróż do życia...

Podróż do Chin, podróż do życia...
Joanna Miszczuk
"Nefrytowa szpilka"


Książka o życiu, poszukiwaniu sensu, rodziny i siebie. O porażkach, szansach i przyszłości. I oczywiście o Chinach. Świecie tak obcym dla nas, o kulturze, historii Chin na ogół wiemy niewiele. Może czytając "Nefrytową szpilkę", ktoś postanowi pogłębić wiedzę, na temat tego ogromnego państwa i niezwykłych ludzi. 

Wracając do początków historii. Melania "Mel" od najmłodszych lat miała plan na życie. Będzie kimś, pilnie się uczy i nie przejmuje się docinkami. Wychowywana tylko przez matkę, próbuje ją odciążyć i sama dorabia udzielając korepetycje. Jednak w szkole średniej mimo szczegółowego planu, postanawia zmienić swój wizerunek, by ułatwić sobie życie. Ale nieodpowiednie towarzystwo trochę utrudnia sprawę. Nadchodzi czas studiów i czas precyzyjnego wyboru ścieżki własnej kariery. Tutaj na decyzji zaważa spotkanie z ojcem, który po raz kolejny wyparł się własnego dziecka. Postanawia mu udowodnić, że jest świetna, a nawet lepsza od niego. Wybiera Historię Sztuki (jak ojciec), specjalizując się w historii Chin. 

Każdy kto studiował wie, że to nie bajka i trzeba się napracować na oceny, dobrać odpowiednie praktyki itd. I w okresie wakacyjnym dorobić się tak, aby wystarczyło na następny rok akademicki. Mel pracowała i poznając nowych ludzi powoli otwierała kolejne drzwi do swojej kariery. Znalazła nawet miłość swojego życia, Tana. I straciła go. Po dekadzie, w środku nocy dzwoni telefon i słyszy "Mel Lan", tylko jedna osoba ją tak nazywała. Tylko jedna osoba mogła znów przewrócić jej życie do góry nogami. Czy Mel odważy się jeszcze raz zaryzykować w imię miłości? 

Podróż przez życie Mel i Tana, to podróż po historii Chin (za sprawą pamiętnika Nije Ke Xin, kochanki cesarza Chin z początków XX wieku), to podróż po życie i szczęście, którego tak naprawdę pragnie każde z nas. Czyta się niezwykle przyjemnie, momentami odnosiłam wrażenie, że razem z bohaterami przemierzam chińskie uliczki. 

czerwca 15, 2017

Mróz - pisarz i postać historyczna

Mróz - pisarz i postać historyczna
Remigiusz Mróz
"Behawiorysta"


Za chwilę lato, a ze wszech stron tylko informacje o Mrozie i Mrozie... Czytelniczki mojej biblioteki prawie się biją o jego książki, ale jakoś to nie moje klimaty. Zaciekawił mnie jednak "Behawiorysta" z tytułu i opisu wnioskowałam, że może przypaść mi do gustu. Czasem to jednak za mała motywacja. Niedawno był Festiwal Książki w Opolu, oczywiście autor był jednym z gości, kolejki po autografy pozazdrościłby niejeden PRL-owski sklep. Jednak zmotywowały mnie dopiero zaliczenia z przedmiotu zwanego "historią regionu". Przeglądając prace zaliczeniowe, które miały opisywać miejsce, wydarzenie, postać historyczną związaną z regionem studenta - mój promotor odkrył pracę pod tytułem "Remigiusz Mróz". Jeśli już historia o nim traktuje, muszę przeczytać którąś z książek - jak na odpowiedzialnego histeryka przystało.

Tyle wstępu. Nadszedł czas na książkę, którą czytało mi się dobrze. Po gromie filmów, seriali kryminalnych i kilku książkach traktujących o zwyrodnialcach, wiedziałam z czym będę się mierzyć w "Behawioryście".  Wiele ruchów było do przewidzenia, jednakże nie wpływało to na odbiór książki. Postać Gerarda, byłego prokuratora z manierami z poprzednich epok, mnie osobiście ujęła (ale to moje skłonności do nietuzinkowych imion i zanikających manier), chociaż mógł trochę szybciej poukładać te puzzle. Z zainteresowaniem jednak śledziłam jego poczynania i rozmowy, bo zgadzam się że wiele mówimy, nic nie mówiąc itd. Jednak mimo wykształcenia i pozorów, życie i przeszłość zostawiają ślad, który daje o sobie znać w najtrudniejszych chwilach, pokazując, że jesteśmy ludźmi. Mimo życia w XXI wieku gdzie mamy praktycznie do wszystkiego dostęp, informacje osaczają nas zewsząd, nasze pierwotne instynkty nas nie opuszczają. Zaś człowiek potrafi być niewyobrażalnie brutalny, bądź uległy.

Fabuły nie będę streszczać, bo to książka, którą należy przeczytać i się nad nią zastanowić. W sumie Opole nie jest duże, wielu z czytających orientuje się w topografii miasta. Ale to powinno uświadomić nam, że nie tylko w Ameryce takie rzeczy mogą się zdarzyć. Sam autor stwierdza, że zależało mu na jak najbardziej prawdopodobnym scenariuszu. I też mam nadzieję, że w wielu kwestiach się mylił.

czerwca 12, 2017

Bonowicz & Zakład Pogrzebowy

Bonowicz & Zakład Pogrzebowy
Karina Bonowicz
"I tu jest bies pogrzebany"


Uwielbiam takie książki, uśmiech towarzyszył mi prawie przez całą lekturę. Jest wszystko co człowiekowi do szczęścia potrzebne: zakład pogrzebowy, siostry typu dzień/noc, nieszczęśliwy pisarz i lekarz, a do tego autor z moim ulubionym poczuciem humoru. W końcu wszyscy dążymy do tego samego miejsca i nikt nie ominie zakładu pogrzebowego. A tam można spotkać ciekawych ludzi. 

Bohaterów poznajemy z ich perspektywy, każdy opowiada fragmenty swojego życia, razem tworząc całą historię. Są trochę groteskowi, ale w przyjemni w odbiorze, przedstawiają swoje wady, obawy i sposób patrzenia na świat. Maria panicznie boi się starości i wszędzie widzi jej oznaki, w końcu starzejemy się z każdą godziną. Nina jej młodsza siostra, choruje na... wszystko, a jej lista leków jest dłuższa niż litania. Edward pisarz bojący się własnego cienia i zabójczo zakochany w swojej żonie Marii, której zafundował celibat. Jakub, nieśmiały lekarz, cierpiący na bezsenność i monotonię własnego życia. Na końcu przedstawiam Eugeniusza, właściciela zakładu pogrzebowego, który nie wie czy nie czeka go śmierć, bo może to być ostateczny sposób ratowania rodzinnej firmy.

Wszystko przedstawione z dystansem i humorem, bo sprawy ostateczne i tak nikogo nie ominą. Polecam dla rozrywki i nietuzinkowych bohaterów. 


maja 19, 2017

Udręka braku...

Udręka braku...
Janusz L. Wiśniewski
"Udręka braku pożądania"


Do książek Wiśniewskiego zawsze siadam z ciekawością, bo ludzie mają zawsze coś do opowiedzenia. I mimo iż niektóre historie się powtórzą, to różnią się często szczegółami, bo relacje między ludzkie można włożyć w wyuczone szablony, ale zawsze znajdzie się ktoś kto od niego odchodzi. Tutaj dodatkowo zachwyca mnie okładka i nie tylko dlatego, iż pasuje do Grunt to okładka, ale ma coś co przyciąga wzrok.


Ten tom czytałam i ogarniał mnie wyjątkowy smutek. Każda historia była trudna, a w dodatku poznając tylko jej fragment wydawała się jeszcze trudniejsza. Mężczyzna zwierzający się z uczuć jakie nim targają od rozwodu, o poczuciu odtrącenia przez żonę i córki, które nie robiąc tego świadomie, żyjąc na dwa domy uwidaczniały pustkę w jakiej żył ich ojciec. Kobieta próbująca wydostać się z piekła zgotowanego przez Rosjanina, też w ciągłym niepokoju i niepewności. Później przypadki osób z oziębłością seksualną, którzy kochają, ale uświadamiają sobie, iż nie mogą dać partnerowi wszystkiego. Jak szukają pomocy, jak partnerzy ich wspierają. Wszystkie historie są piękne w swej udręce, bo często to właśnie towarzyszy bohaterom opowiadań. 

Krótkie, szorstkie, pełne emocji, brutalne, często niesprawiedliwe i bez ubarwień takie bywa życie - a te opowieści też takie są. Polecam fanom Wiśniewskiego i tym którzy dopiero go poznają. Mnie i tak za każdym razem urzeka. 

Chociaż mój egzemplarz miał dubeltowe strony, co było momentami ciekawe.

maja 15, 2017

Życie jest cudem, o który trzeba walczyć.

Życie jest cudem, o który trzeba walczyć.
Dorota Łosiewicz
"Życie jest cudem"



Każda z przedstawionych historii jest piękna, wzruszająca, momentami przerażająca. A fakt iż są one prawdziwe jeszcze bardziej oddziałuje na wyobraźnię. Nie ma tutaj specjalnie ubarwień, słowa bohaterów są często brutalne, zawsze szczere, bo sytuacje w jakich się znaleźli są sprawdzianem, tym najtrudniejszym w życiu.

10 historii pełnych nadziei, wiary i ludzkiej walki, by ocalić życie. W końcu życie jest naszym najcenniejszym darem, jedynym i niepodważalnym. Znajdziemy tutaj małżeństwa, które musiały przejść walkę o swoje dziecko - jeszcze nienarodzone. Takie, które miały niewiele czasu, aby pożegnać swoje maleństwo. Również takie, które rodzicielstwo momentami przerastało i musieli zdecydować czy walczyć. Dorota Łosiewicz przedstawia prawdziwych ludzi, ich życie, chwile szczęścia, zwątpienia, czas modlitwy, szukania odpowiedzi. Na pewno nie są to łatwe historie, bo wdzierają się głęboko, ale są to historie warte opowiedzenia. Historie prawdziwych bohaterów. 

Nie będę streszczać każdej historii, bo trzeba się z nimi zapoznać osobiście, są przepięknie opisane, bez zbędnych ozdobników. Poruszają i skłaniają do reflekcji, ukazują jakim cudem jest życie i że czasem trzeba o nie naprawdę zawalczyć.

kwietnia 05, 2017

Zapach wanilii

Zapach wanilii
Magdalena Witkiewicz
"Szczęście pachnące wanilią"


Każdy z nas ma w swoich wspomnieniach jakiś zapach, przedmiot czy kolor, który wywołuje uśmiech i moment szczęścia. W tej książce pani Witkiewicz również opisuje kobiety zmagające się z życiem i walczące o swoje marzenia, które przychodzą z najmniej spodziewanego kierunku. "Szczęście pachnące wanilią" to trzecia część serii Milaczek. 

Jeśli ktoś się już spotkał z książkami Magdaleny Witkiewicz na pewno się nie zawiedzie. Książka pełna ciekawych, zabawnych zdarzeń. Nietuzinkowi bohaterowie: Bachor, Zofia, Milaczek, Ada, Pani Perfekcyjna, Pani Psycholog, Pedagog szukający zmian. Rozpoczynając od Ady, która ma kawiarnię (zamiast alimentów) i musi wiązać koniec z końcem, a w dodatku niania jej rocznego synka postanawia zmienić pracę. Kobieta na skraju rozpaczy opiekunki i osobę, która wynajmie część pomieszczeń w kawiarni. I tutaj zaczyna się akacja. Jak osoby mieszkające tak blisko siebie do tej pory się nie poznały. Ale to cecha XXI wieku i ciągłego zabiegania. Ale od czego jest kawiarnia, ciepła kawa i ciasteczko, kącik dla dziecka i mężczyźni. Bo tak naprawdę zawsze chodzi o mężczyznę.

Pełna humoru, ciepła historia o tym co może się zdarzyć po słowach: "i żyli długo i szczęśliwie..." O problemach mężatek z dziećmi, matek samotnych, kobiet samotnych - ale z zasadami i o zwariowanej staruszce, która zawsze wie najlepiej :) 

grudnia 26, 2016

Po prostu bądź....

Po prostu bądź....
Magdalena Witkiewicz
Po prostu bądź


Spotkanie z Panią Witkiewicz znów uważam za udane. Spędziłyśmy miły wieczór poznając zupełnie inne oblicze miłości. A nawet kilka. Wzruszyłam się, bo los może naprawdę z nas zakpić. Dać nam wielką miłość od pierwszego wejrzenia i równie szybko ją zabrać. Potem dać nam drugą piękną i prawdziwą miłość, w taki sposób, że ją dostrzegamy gdy bywa za późno. 

Taką historię skonstruowała w "Po prostu bądź". Paulina pierwszy raz zakochuje się na studiach i jest to TA JEDYNA miłość życia, jej wykładowca Aleksander. Uczucie w jej przypadku pojawiło się praktycznie natychmiast, bo dopiero na 3 roku studiów, zaczęła się interesować chłopakami, do tej pory jej głównym zmartwieniem było stypendium i praca, aby móc się utrzymać, bo od rodziców żadnej pomocy nie otrzyma.Po jednym wieczorze spędzonym z Aleksem już oboje wiedzą, że takiej miłości więcej nie znajdą. Tutaj sprawy szybko się toczą i już niecały rok później są po ślubie i spodziewają się dziecka. I nagle wszystko runęło, Aleks ginie w wypadku. 

Ale obok przez cały czas jest Łukasz, przyjaciel Aleksa. Wspierał ich cały czas i był zawsze gdy go potrzebowali. Teraz również zaproponował pomoc. A dokładnie układ. Małżeństwo bez miłości, ale bezpieczne i dające stabilizację kobiecie, której właśnie runął świat,a został kredyt. Kobieta zgadza się, to w końcu jej przyjaciel i zawsze przy niej jest. To przyjaciel. Tylko przyjaciel. Tak go traktuje, ciągle trzymając na dystans. Choć czy tak naprawdę tylko przyjaciel? To pytanie będzie musiała sobie zadać, gdy poczuje, że Łukasz może znaleźć sobie w końcu inną kobietę i ułożyć sobie życie. 

Z miłością powstającą z przyjaźni jest ten problem, iż najłatwiej ją przegapić, bo faktycznie przychodzi bezszelestnie i nikogo nie pyta o zgodę. Bo przyjaciel zawsze jest, wszystko wie, zawsze wspiera i broni. Czasem ich nie doceniamy, czasem doceniamy za późno. Psychologowie często mówią, że przyjaźń jest najlepszym fundamentem pod miłość... Więc dlaczego tak często ją przegapiamy? I właśnie z taką myślą zakończyłam lekturę Magdaleny Witkiewicz.

grudnia 09, 2016

Krótko i na temat!

Krótko i na temat!
Janusz Leon Wiśniewski
Ukrwienia


To moje pierwsze spotkanie z Januszem Leonem Wiśniewskim i z tak krótkimi spotkaniami z bohaterami. Ledwo ich poznawałam, a już był koniec i pożegnanie. Chciałam poznać ciąg dalszy ich historii i po każdym opowiadaniu czułam niedosyt. Jednak to byli przypadkowo spotkani ludzi, z którymi rozmowa trwa zaledwie chwilę. Kilka minut podczas jazdy autobusem, może godzinę czy dwie podczas lotu samolotem. Wypicie herbaty w kawiarni. To te krótkie chwile pozwalają poznać część ludzkiej historii, ale tylko jesteśmy wtedy obcym słuchaczem. Tylko tyle i aż tyle.

J.L. Wiśniewski przedstawia kilkanaście historii, każda inna, ale każda ma imię i nie jest już liczbą statystyczną, bądź anonimem. Rozmyślania autora w tej książce pokazują jak różnie ludzie odczuwają szczęście, miłość, nienawiść, zawód. Niby mała książeczka, przysiadłam z herbatą na chwilę, a już zamykałam książkę na ostatniej stronie. Poczułam niedosyt, nie rozczarowanie, bo mnie zaintrygowała, ale chciałabym więcej. Miałam wrażenie, że każdą historię rozpoczął i brutalnie przerwał. Ale z drugiej strony to dało taką brutalną realność bohaterom, stali się tacy ludzcy. Zmusił mnie jako czytelnika do zastanowienia się, czy sama nie jestem bohaterem, któreś z tych historii. Czy to mnie mógł spotkać i opisać w tych kilku słowach. I czy tak naprawdę chcę być bohaterem tych historii...

Zaintrygowało mnie to na tyle, że przy nadarzającej się okazji przeczytam kolejną książkę Wiśniewskiego. Żeby znowu usiąść na chwilę i zastanowić się nad relacjami w życiu. 
 

grudnia 01, 2016

Idealne przed świętami

Idealne przed świętami
Magdalena Kordel
Anioł do wynajęcia


Okładka mnie zauroczyła, tytuł zaciekawił, a że o świętach - to chyba lepszego momentu na lekturę nie było. Ułożyłam nawet taki plan, że wieczorami jako przerywnik, będę sobie podczytywać książkę. Ale plan sobie, jak siadłam tak skończyłam. Historia idealna na okres przedświąteczny, nawet jako prezent na święta.

Poznajemy Michalinę, Konstantego, Gabrysię i Nelę zbiór ludzi, którzy normalnie nigdy by się nie spotkali. Każde z nich jednak coś sobie zażyczyło, coś sobie obiecało i tu pojawił się los i anioł wszystko dodali, wymieszali i poszło w obieg tworząc niezwykłą opowieść świąteczną. Michalina osiemnastolatka, która ucieka z domu od despotycznej macochy, w dodatku spodziewając się dziecka, tuła się po ulicach. Aż trafia do kwiaciarni Gabrysi, gdzie się ogrzewa wypija herbatę i z nową kurtką, natchniona rusza do kościoła, by chwilę pomyśleć i prosić o anioła stróża. I tutaj się zaczyna seria przypadków, która wiąże ze sobą Michalinę, przystojnego Konstantego i nieobliczalną, szczerą do bólu staruszką Nelą. 

Instagram
Osoby absolutnie z różnych bajek, światów itd. jednak stworzą niesamowite trio, któremu się kibicuje. Jaki morał z książeczki? Każdy ma swojego anioła stróża, takiego na stałe, takiego do wynajęcia, takiego ludzkiego. A okres przedświąteczny to najlepszy moment, żeby się zastanowić nad tym co dla człowieka najważniejsze - rodzinę, szczęście, ciepło i bliskość. Tyle właśnie czasu mieli nasi bohaterowie. Okres adwentu, był ich czasem zmiany, bo wtedy może się wszystko zdarzyć, a anioły są wówczas do wynajęcia. 
Copyright © 2016 CzerwoneTrampki , Blogger