września 19, 2019

Małgorzata Warda "Dziewczyna z gór"

Małgorzata Warda "Dziewczyna z gór"

Nazwisko Warda to już gwarant huśtawki emocjonalnej podczas lektury. Również w "Dziewczynie z gór" pokazuje jak idealny świat, idealnej rodziny lega w gruzach, ukazując zatuszowane rysy i wady. W 2003 roku z domu znika Nadia, w chwili zaginięcia ma 11 lat. W poszukiwania dziewczynki są zaangażowani wszyscy od policjantów po sąsiadów. Jednak mimo starań ślad się urywa. Przełomem okazuje się pierwszy podopieczny małżeństwa - Jakub, którego podejrzewają o porwanie. Czy już dorosły mężczyzna miałby powód aby się mścić na opiekunach zastępczych? W końcu był u nich tylko przez chwilę, a oni nie mają sobie nic do zarzucenia.
 
Całą historię porwania i okres zniknięcia poznajemy z punktu widzenia Nadii. Pierwsze dni, miesiące, strach i przywiązanie, kolejne tajemnice wychodzące na światło dzienne. Obserwujemy nić, która wytwarza się między Jakubem i Nadią. Aż pewnego dnia wszystko się zmienia i decyzję podejmuje sama Nadia, która postanawia zostać z porywaczem, dlaczego? Co skłoniło dziewczynę do podjęcia tak trudnej decyzji? Czy jeszcze wróci do domu swojego dzieciństwa? 

Wiele lat później opowie swoją historię, opowie o Jakubie, o swoich rodzicach i życiu wśród gór. Warto przebyć te 400 stron wraz z Nadią, porwaną w 2003 roku.

*zdjęcie z wyszukiwarki google, gdyż fizycznie nie mam już tej książki

lutego 23, 2019

Pewnej zimowej nocy w Prószkowie

Pewnej zimowej nocy w Prószkowie
Wieczorem spadło kilka płatków śniegu. Nic nie zapowiadało, że po północy za oknem rozpocznie się bajka i będzie trwała tylko do świtu. Jak to bywa z bajkami, był początek i było zakończenie. 

Chwilę po północy powstały bajkowe kadry i dla takich momentów warto marznąć, i błąkać się nocą.







lutego 21, 2019

Remigiusz Mróz "O pisaniu na chłodno"

Remigiusz Mróz "O pisaniu na chłodno"


Przyznaję, że chciałabym widzieć tę książkę u siebie na półce, więc rodzinko ma za tydzień me urodziny (Maszynę Bondy już mam). A tak poza tym, to jest książka, dzięki której polubiłam Mroza (Ernesta i Gerarda i tak uwielbiam, ale to inna para kaloszy). 

Gdy pisarz decyduje się popełnić książkę o pisaniu, decyduje się tak naprawdę na zaprezentowanie się czytelnikowi. Tutaj nie ma charakterystycznych bohaterów czy wykreowanego świata. Jest pisarz. Jego poczucie humoru, jego metoda prób i błędów, jego niepewność i wątpliwości. I to jest właśnie powód, dla którego czytam tego typu książki. Nie dla pisarskich porad, chociaż bywają przydatne (niekoniecznie przy dysertacji), ale by lepiej poznać pisarza, by znaleźć człowieka. 

A czemu są lepsze niż wywiady? Bo nasz autor nie jest ograniczony pytaniami, nie jest przyszpilony czujnym okiem dziennikarza, ma wolną rękę. Zdradza ile chce i jeszcze więcej między wierszami. 

A teraz pierwsza i druga część książki.
Pierwsza część, szczerze, jakoś mi przeleciała. Druga... tutaj się dobrze bawiłam. Wszystkie wstawki (niektóre brawurowe), odnośniki do literatury (i nie tylko) i szpile (umiejętnie wbijane, przyznam). Humor i dystans do siebie i pisania jest widoczny praktycznie w każdym zdaniu. Porady dla początkujących pisarzy, też dobre, ale umówmy się i tak każdy wie lepiej (w Polsce to głównie specjaliści są). 

Jedną rzecz, dość bolesną wyniosłam z lektury. Muszę się zabrać za pisanie, gdyż praca doktorska sama się nie napisze. A dzisiejsza próba otwarcia przewodu, będzie bolesnym doświadczeniem. Ale co nas nie zabije, to nas wkurzy i (może) zmotywuje. Życzę sobie, choć połowę dyscypliny Remigiusza, wtedy niegroźny będzie deadline.

Trzymajcie za mnie kciuki dzisiaj i w przyszłym tygodniu. Przyda się!

Tak, tak. Zaczęłam czytać w święta, ale zdążyłam przed kolejnymi ;)

lutego 19, 2019

Martin Widmark, Emilia Dziubak "Dom, który się przebudził"

Martin Widmark, Emilia Dziubak "Dom, który się przebudził"

Wspomnienia są czymś niezwykle pięknym, pomagają w trudnych chwilach, ale potrafią też odciąć nas od świata. W tej niezwykłej bajce zaczynamy od wspomnień Larsona, który jest już stary. Zamknął się w domu i wspomina swoje życie. Pewnego dnia do jego drzwi zapukał chłopiec z doniczką. 

W tym momencie rozpoczyna się nowa przygoda Larsona, w którą wciągnął się jak małe dziecko. Każdego dnia miał podlewać nasionko w doniczce, aż do momentu powrotu chłopca z wakacji. Owa niespodzianka przywróciła starszego pana do życia, przypomniała jak za oknem może być pięknie, jak wygląda posprzątany dom, i że w domu jest jeszcze... kot Jan Sebastian. 

Historia sama w sobie jest piękna, mówi o potrzebie przydatności, potrzebie posiadania celu. To małe ziarenko rosnąc, przywracało Larsona światu. A zakończenie? Piękne. Niezwykłe w tej książce są też ilustracje, klimatyczne i przemyślane, opowiadające tę samą historię bez słów.




stycznia 31, 2019

Paulina Hendel "Żniwiarz. Pusta noc"

Paulina Hendel "Żniwiarz. Pusta noc"

"Żniwiarz" jako seria skierowana już do dorosłych odbiorców przybliża nam historie o upiorach, utopcach i innych stworach, które kiedyś tam usłyszeliśmy od dziadków. I pewnie dawno już o tym zapomnieliśmy. Choć podświadomie nadal rozsypujemy sól, trzymamy zioła, które mają odstraszać, przez pewną ignorancję nie drążymy dlaczego to robimy... 

Nie znamy źródeł naszych przesądów, bo często nie pytamy. A tutaj Paulina Hendel na tacy podaje nam kolejne stworzenia z słowiańskiej demonologii, łącznie ze znaczeniami ziół i sposobami unicestwienia (gdyby zapytać naszych dziadków pewnie, byśmy się dowiedzieli jeszcze więcej). Tutaj poznajemy słowiańskie przesądy nadal zakorzenione w naszym życiu. Podania, które są równie ciekawe i barwne, jak te ze starożytnego Rzymu i Grecji, a w dodatku są nasze! 

A kim jest tytułowy Żniwiarz? Osobą, która walczy z naszymi nocnymi demonami, z naszymi strachami czającymi się w cieniu. Bo gdyby nie człowiek, nie byłoby demonów, bo gdyby nie człowiek nie byłoby Żniwiarzy...

W świat nocnych demonów wprowadzają nas Feliks, stary już Żniwiarz, który niejedno widział, niejedno zrobił, a świat i tak go dalej zaskakuje. Wraz z Magdą, która jest zafascynowana podaniami słowiańskimi i tym co robi jej wujek, i często niczym wrzód na tyłku rusza wszędzie za Feliksem, poznajemy własną historię. Razem tworzą niezwykły duet wybuchowy, ale lojalny. A z czym im się przyjdzie zmierzyć w pierwszym tomie? Z Pierwszym Żniwiarzem. Bo jak rozpoczynać serię z demonami słowiańskimi to z przytupem.


stycznia 13, 2019

Marissa Meyer "Cinder"

Marissa Meyer "Cinder"


"Cinder" jest jedną z niewielu książek, do których wróciłam. Pierwszy raz czytałam ją kilka lat temu, w dodatku w innej szacie graficznej. Nowe wydanie jest piękne, ale nadal mam sentyment do tego starego. Chętnie powróciłam do historii Cinder i choć wówczas zakończyłam przygodę na pierwszym tomie, bo zaczęłam lekturę od drugiego, obudziła się we mnie nostalgia (to były początki mojego blogowania) i zawód, że nie miałam okazji przeczytać kolejnych tomów.

Meyer przenosi nas do zupełnie innego świata, gdzie pośród ludzi żyją księżycowi, a wielu ludzi z powodu mechanicznych części ciała, stało się cyborgami. Takim cyborgiem jest Cinder. Jak w tradycyjnej historii, tak i tutaj jest sierotą, nieakceptowaną przez macochę. Jednak Cinder jest pożyteczna, jako mechanik zarabia na utrzymanie macochy i sióstr. Jednakże jako cyborg jest traktowana jak własność, a nie jako pełnoprawny członek rodziny, o czym przyjdzie się jej przekonać na własnej skórze.


Książę Kaito będzie zmuszony poślubić królową Księżycowych, aby uniknąć wojny. Jest jednak szansa uniknięcia ślubu, dzięki informacją jakie zdobył jego robot. Niestety został uszkodzony i nie można go uruchomić. Książę znając reputację Cinder jako najlepszego mechanika w mieście, postanawia powierzyć jej naprawę i zachowanie tego w tajemnicy.

Co wyniknie ze spotkanie naszego Kopciuszka z Księciem? Jeszcze większe zamieszanie i rozwój akcji, która swoją kontynuację ma w tomie "Scarlet". Czytając "Cinder" nie ma czasu na nudę. Ciągle coś się dzieje, poznajemy nowe elementy układanki, które sprawiają, że zdajemy sobie sprawę, jak ogromny obraz musimy ułożyć. Czy polecam? Zdecydowanie, jeśli lubisz nowe spojrzenie na tradycyjne historie.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

sierpnia 27, 2018

Remigiusz Mróz "Świt, który nie nadejdzie"

Remigiusz Mróz "Świt, który nie nadejdzie"

Mrrr... Jazz! Mrrr... Ernest! Mrrr... Stara Warszawa! Mrrr... Mróz! A teraz poważniej. Za każdym razem, gdy bohaterowie wkraczali do "Mokradła", odpalał mi się czarno-biały kadr z filmu. Widziałam to zadymione pomieszczenie, pełne podejrzanych typów i w tle jazz... Sam jazz by mi wystarczył, ale "Mokradło" właśnie kojarzy mi się ze starym gangsterskim filmem. I Wołyniak do tej scenerii pasuje idealnie.

Obok Gerarda z "Behawiorysty", Ernest jest moim ulubionym bohaterem. Może przez charakter, małomówność czy nietuzinkowe imiona, ale Panowie zostaną ze mną na długo. Takich bohaterów chcę więcej, z przeszłością, częściowo pogodzonych z przyszłością, chwilowo zbyt łatwo przyjmujących ciosy, jednocześnie będąc niezwykle magnetycznymi osobowościami. Gdzie ja takich jeszcze znajdę!

Teraz od początku.
Przynajmniej Ernest "Wołyniak" Wilmański chciał zacząć od początku. Anonimowo. W innym mieście, z dala od przeszłości. Ale chcieć to sobie można. Ostatecznie trafił z jednego bagna do drugiego. Moim zdaniem z dachu pod rynnę. Powoli znów piął się hierarchii nowej grupy przestępczej i przypominał sobie czemu zrezygnował wcześniej. Ale przeszłość zawsze da o sobie znać i nawet w starej Warszawie upomniała się o Wołyniaka. 


Aaa... Zapomniałabym, jeszcze kobieta. W sumie w przypadku Wołyniaka - dwie. Wyszczekana małolata, którą wziął pod opiekę w Warszawie, bądź ona jego, bo tylko w kłopoty potrafił się pakować. I policjantka wierząca w ideały itd., czyli problematyczna kobieta. Ale życie bez kobiet bywa nudne, a na nudę Ernest nie mógł narzekać na żadnym polu swego życia. Jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za swoje marzenie o nowym życiu? 

Mimo iż skończyłam tę książkę, dźwięki jazzu jeszcze będą za mną długo kroczyć. A zakończenie, cóż uwielbiam takie! Jest jak Ernest, z nutą nadziei.

sierpnia 15, 2018

Widmark Martin, Willis Helen "Tajemnica biblioteki" "Tajemnica pożarów"

Widmark Martin, Willis Helen "Tajemnica biblioteki" "Tajemnica pożarów"


Seria książek "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai" jest skierowane do młodszego czytelnika i dziesięciolatki naprawdę chętnie czytają te książki. Dla mnie to jest najlepsza rekomendacja, gdy dziecko samo, bez przymusu przychodzi po kolejne tomy do biblioteki. Zaciekawiona postanowiłam przeczytać jedną. Przeczytałam już trzy! 

"Tajemnica biblioteki" mnie zaskoczyła rozwiązaniem. Może gdybym czytała je tak jak zostały wydane, może zdziwienie byłoby mniejsze. Wracając jednak do treści. Z bibliotecznej czytelni znikają cenne woluminy. Bibliotekarka w panice, gdyż ktoś je kradnie i przechodzi bez problemu przez bramki z alarmem. Podejrzanych jest trzech: elektryk, pastor i pani naukowiec. Stali bywalcy biblioteki! I kto jest złodziejem? 


Książki nie są długie, ale oprócz zagadki kryminalnej, autorzy przemycają tutaj informacje o funkcjonowaniu biblioteki, zasadach korzystania ze zbiorów, zabezpieczeniach wprowadzanych w budynkach z cennymi książkami itd. Jest to wiedza istotna, przekazana w ciekawy sposób. Książka sprawdziła się u nas na nocy w bibliotece, gdzie dzieci słuchały historii podzielonej na trzy części i co dwie godziny odkrywały kolejne dowody zbrodni, aż do rozwiązania zagadki. Informacja zwrotna - podobało się!

Drugą książką jest "Tajemnica pożarów" przybliża rolę i zadania strażaków i ekspertów przeciwpożarowych. Którego dzieciaka nie interesuje zawód policjanta, strażaka? Tutaj poznajemy podział jaki panuje w straży, o to jak dbają o sprzęt, mundur. Później poznają rodzaje gaśnic i zasady bezpieczeństwa, czyli informacje jak najbardziej przydatne. Potem należy jednak rozwiązać zagadkę. Kto stoi za pożarami i kradzieżami. Haczyk polega na tym, że nie ma podpalenia, wszystkie pożary wyglądają na samoistne. Ha, ha. I jeszcze kradzieże! Zawsze znika jedna z najcenniejszych rzeczy!


Dobrze się bawiłam czytając te książki. Moi mali czytelnicy uwielbiają rozmawiać o tych książkach i nawet teraz w okresie wakacyjnym przychodzą po kolejne tomy! Czego można chcieć więcej. W serii jest około 30 książek i chyba też je przeczytam, a co! Oprócz ciekawych historii, mamy informacje z różnych dziedzin, które poszerzają wiedzę młodego czytelnika (dobra, starszego też:P).

czerwca 19, 2018

Maria Krasowska "Banda niematerialnych szaleńców"

Maria Krasowska "Banda niematerialnych szaleńców"

Widzę ducha, słyszę ducha - chyba jest ze mną coś nie tak! Podobne myśli miał Danny Moon, gdy zobaczył pierwszego ducha-pirata. Jednakże jako nastolatek, który miał na sumieniu kilka guwernantek (może więcej niż kilka) postanowił to wykorzystać... W szkole! Jako nowy uczeń z zagranicy, nie radził sobie najlepiej w nowym otoczeniu. A szkoła nie była tak fajna jak to sobie wyobrażał. Ale kto ma ducha po swojej stronie zwojuje świat!

Tej samej myśli był także zły bohater książki, który postanowił wykorzystać duchy i w dodatku bez ich zgody. Ucierpiał również duch pirata, którego Danny lubił i postanowił pomóc duchom. I przeżyć przygodę. Ile razy podczas akcji ratunkowej chłopak wyraził, jak bardzo cieszy się na przygodę życia. Innego zdania była jego kuzynka Aneta, która przy pewnym progu niebezpieczeństwa, chciała zrezygnować. Ale kuzyn sam się nie uratuje. 


Trochę mieszam w opisie, bo tę książkę trzeba przeczytać, żeby przeżyć przygodę, żeby poprawić sobie humor i przypomnieć sobie jak to jest być dzieckiem. Kto śledzi vloga Marysi wie jaką żywiołową dziewczyną jest, z jakim entuzjazmem opowiada i to właśnie czuć w tej książce. Jej energię, jej zachwyt i chęć przygód. Myślę że w naszym życiu jest właśnie odpowiednikiem Danny'ego. Książka skierowana do młodzieży, ale czytajcie, poprawcie sobie humor, znajdzie w sobie dziecko, które pragnie przygód! 

Z nadzieją, że Danny przeżyje więcej przygód! 


czerwca 13, 2018

Agata Widzowska "Psierociniec"

Agata Widzowska "Psierociniec"

W "Psierocincu" poznajemy psiaki, które z różnych powodów straciły dach nad głową. Jedne zostały porzucone, inne zabrane z powodów zaniedbań, ale łączy je jedno, chcą odnaleźć nowy dom. W takich okolicznościach poznajemy Remika, psa poetę. Remik znajduje przyjaciół w Psierocincu i wierzy, że dla każdego z nich będzie szczęśliwe zakończenie. A jako poeta, tworzy wiersze o swoich towarzyszach niedoli, a każdy pies dla którego stworzył wiersz, odnalazł dom. Jednak w pewnym momencie zastanawia się, czy gdy stworzy wiersz dla siebie, również odnajdzie nowy dom. Czy znajdzie się odpowiednia rodzina dla psa-poety?

Książka przybliża nam realia schronisk, warunki życia zwierząt, mówi o możliwościach wolontariatu czy imprezach wspomagających adopcję. W kolejnych wierszach poznajemy również podstawowe obowiązki posiadania psa, czyli jedzenie, spacery, higiena, wizyty weterynaryjne. Autorka w niezwykły sposób przedstawiła świat zwierząt, które znalazły się na "zakręcie życiowym" i czekają na nowe domy, rodziny, które je pokochają. Widzowska połączyła prozę z wierszami urozmaicając i podkreślając ważniejsze elementy przedstawianej historii. A całość okalają piękne ilustracje autorstwa Małgorzaty Pietralik. Kilka z nich podrzucam poniżej.





czerwca 08, 2018

"Biuro M" Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

"Biuro M" Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

Książki Magdaleny Witkiewicz dla mnie są świetne, lubię do nich wracać, bo poprawiają mi humor, bo są lekkie, ale zawsze coś tam przemycą do przemyślenia. Po prostu lubię ten styl. Współautorstwo to już inna bajka, raz wyjdzie, innym razem nie. Wiem, że to już kolejna książka napisana przez duet Witkiewicz&Rogoziński, ale dla mnie to pierwsze spotkanie. Słyszałam, że fajna, dobra, ten duet się sprawdza itd. To czytam i ja.

Pierwszym rzutem poznajemy Baśkę, oj ta to ma "nieszczęście" wpisane w swój byt. Trzech narzeczonych, trzech Michałów i każdy poszedł do innej kobiety, ale do tej samej... Mieć taką koleżankę to prawdziwy skarb, mówię wam. Teraz trochę poważniej, dziewczyna ma dość mężczyzn, ludzi, a na pocieszenie dostaje kota (który nie przejawia specjalnie przywiązania i sympatii, do nikogo). Basia mimo że nieszczęśliwa, trochę pod przymusem losu znajduje pracę w biurze matrymonialnym. I postanawia wykorzystać swoje informatyczne zdolności, żeby rozwinąć firmę. 

Drugim rzutem jest Jacek. I co tu o nim powiedzieć... Znacie ten typ. W życiu zawsze mu coś nie wyjdzie, coś spieprzy, o czymś zapomni, ale jego urok osobisty i płeć piękna mu pomogą (zawsze). On też trafia do biura matrymonialnego, jako pracownik, bo z kobietami to on sobie radzi. Ale się jeszcze chłopak zdziwi... 

Wreszcie mamy Biuro M. i resztę nietuzinkowych bohaterów. Szefową - ostrą brzytwę, ale w sumie przymykającą oko na zachowania pracowników, dopóki nie grozi to nuklearną katastrofą. Wróżkę, która uwielbia się kłócić z zielarzem. Jak oni pracują w jednym budynku, na jednym piętrze? Mam wrażenie, że autorzy tworząc tę książkę, zaczerpnęli co nieco z własnej współpracy. I wyszło całkiem zabawnie.



Spodobało mi się zakończenie, rzadko się zdarza. Niby happy end, ale jednak czy na pewno? Dla stałych czytelniczek Magdy i Alka jest jeszcze jeden smaczek przewijający się podczas lektury. Otóż, akcja dziejąca się w Miasteczku, odkrywa  przed czytelnikiem (częściowo) dalsze losy dobrze znanych postaci z poprzednich książek Witkiewicz, a nawet sięga do postaci stworzonych przez Rogozińskiego. I teraz mam ochotę przeczytać ich pierwszą wspólną książkę. Ktoś coś?

maja 28, 2018

Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"

Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"

Do Mroza mam sentyment, jako postaci historycznej (dzięki studentom, a raczej studentkom). A tak poważnie, przyznaję jego serii  nie czytałam. Za to "Behawiorysta" i "Świt, który nie nadejdzie" zrobiły na mnie dobre wrażenie. O pierwszej już pisałam, druga książka niestety jeszcze czeka... "Nieodnalezioną" przeczytałam dzień po jej premierze, w dodatku zarwałam przez nią noc. Czemu piszę o niej dopiero teraz? Bo dużo się w niej działo, może chwilami za dużo.

Książka porusza temat istotny, który mimo wszystko jest spychany na boczne tory. W końcu przemoc nas nie dotyczy. Nieważne czy mówimy o przemocy fizycznej, psychicznej, odpychamy to jak najdalej, bo jeszcze wywołamy wilka z lasu. Ale ona istnieje i potrafi przejść nasze wszelkie wyobrażenia. Dlatego znalazłam w "Nieodnalezionej" to co lubię w książkach Remigiusza, czyli dosadny, brutalny opis sytuacji. Można poetycko opisać niemal wszystko, ale czasem trzeba krótko i brutalnie przedstawić coś, co dla wielu trwa wieki. To było raptem kilkaset stron, a wzbudziło tyle emocji i dyskusji. Sceny zbyt brutalne, nierealistyczne, jak ona mogła się podnieść bo tylu uderzeniach itd. Sporo tego było, ale człowiek postawiony pod ścianą, walczący o życie, naprawdę jest zdolny do wielkich czynów. Nie zawsze tych dobrych, często tych złych, ale w walce o przetrwanie, nie wiemy jak się zachowamy. Wielu może potępiać decyzje Kasandry, ale czy ktoś chciałby je podjąć za nią?

Tylko ten nieszczęsny Damian. Przykro było czytać jak się miota i żyje z poczuciem winy, że nie potrafił ocalić swojej ukochanej. Potem ta iskierka nadziei, że ją odnajdzie. Tutaj akcja szybko się rozwinęła, mimo wielkich krzyków, że od początku wiadomo było jak to się skończy, a autor ślepo go poprowadził na..... (każdy kto przeczytał wie gdzie). Ale tutaj pojawia się inny problem, ktoś kto chce wierzyć, uwierzy we wszystko. I osobiście jestem ciekawa dalszych losów Damiana, dla mnie postaci wyjętej z dramatu szekspirowskiego. Ile ja przy nim kręciłam głową, powtarzając "naprawdę w to uwierzyłeś?". Jednakże innego zakończenia dla niego nie potrafiłam sobie wyobrazić. 

Tak podsumowując to zakończenie mi się podobało. Jakkolwiek to zabrzmi, bo było wielce prawdopodobne. A w takich książkach preferuję realistyczne zakończenia, zamiast cukierkowych. "Nieodnaleziona" ma wady, można by ją pewnie też inaczej napisać (rozwinąć niektóre wątki), ale zainteresowała mnie i przeczytałam ją w jedną noc. A od stycznia minęło już trochę czasu, a bohaterowie nadal niewyblakli w pamięci.  

maja 18, 2018

Antonina Kasprzak "Wiłka smocza dziewczynka"

Antonina Kasprzak "Wiłka smocza dziewczynka"

Ciekawość i bezpośredniość dziecka przypomina nam dorosłym, że sami kiedyś zupełnie inaczej patrzyliśmy na świat. Pola i Bułeczka nagle znalazły się w zupełnie dla siebie nowej sytuacji. Ich mama trafia do szpitala, a tato ma pracę, przez którą często musi wyjeżdżać. Dziewczynki posmakują wolności i ogromnej dawki odpowiedzialności za siebie i innych. Pomimo własnych problemów, dostrzegają problemy innych, dokładniej pewną smutną dziewczynkę, która z jakiś powodów jest trzymana przez matkę w domu. Siostry zaprzyjaźniają się z niezwykłą dziewczynką Wiłką i postanawiają jej jakoś pomóc.

Okazuje się że Smoczyca (jak nazwały matkę Wiłki dziewczynki) jest wiłą, postacią którą znamy z legend i opowieści. Wiłka natomiast jest w połowie człowiekiem po ojcu, którego nie zna. Jednak to właśnie był powód wygnania kobiet z rodzinnych stron. Okazuje się, że tęsknota za rodziną i tradycjami przesłania Smoczycy ból i przykrości jakie przysparza córce. Zamknięcie w domu ma chronić dziewczynkę przed nietolerancją i innymi zagrożeniami świata zewnętrznego. Dodatkowo Wiłka ma opanować tradycyjny taniec wił, aby pokazać się na konkursie. Kobieta nie dostrzega szkód wywołanych swoim zachowaniem, cierpienia dziecka. W końcu spełnianie własnych marzeń za pomocą swych dzieci nie jest niczym nowym. Dopiero interwencja z zewnątrz i determinacja Poli i Bułeczki zmuszają Smoczycę do zastanowienia się nad tym co najlepsze jest dla Wiłki. I że rodzice powinni swoje marzenia sami realizować, a nie zmuszać do tego własne dzieci.


Książka niezwykła, przeznaczona dla dzieci, którzy są najsurowszymi recenzentami. Porusza problemy iście dorosłe, z którymi dzieci też często muszą się mierzyć. Strach przed zmianami, czy odrzuceniem, inność, samodzielność i spełnianie marzeń - małe wielkie rzeczy przed którymi staje każdy z nas. A w dzieciach jest coś takiego, że zawsze szukają szczęśliwego zakończenia, a którym dorośli często zapominają, wybierając mniejsze zło. Dlatego książkę polecam dzieciom i dorosłym, bo nigdy nie jest za późno.

Copyright © 2016 CzerwoneTrampki , Blogger